Tym bardziej że SOP otrzymała nowe bardzo duże uprawnienia związane z pracą operacyjno-rozpoznawczą. Funkcjonariusze SOP mogą więc prowadzić inwigilację i werbować współpracowników nawet wśród dziennikarzy. Takie narzędzie w rękach starych wyjadaczy powiązanych nitkami zależności z ludźmi PRL-owskich służb specjalnych lub WSI może być bardzo niebezpieczne. Między ochroną VIP-ów a ich inwigilacją jest bardzo cienka granica.
Zmiana nazwy nie wystarczy
Coraz więcej słów krytyki spada na Służbę Ochrony Państwa. Miała zastąpić Biuro Ochrony Rządu i skutecznie zadbać o bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie. Tymczasem za zmianą nazwy nie poszły duże reformy. Wielu dawnych funkcjonariuszy BOR o niejasnych powiązaniach nadal znajduje się w grupach ochronnych najważniejszych urzędników. To nie wróży nic dobrego.