Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin  Herman
13.02.2024 13:19

Żadnych zabaw z demokracją

W Rosji 17 marca ma się odbyć wydarzenie zwane „wyborami prezydenckimi”. Jedynym sprzeciwiającym się wojnie „kandydatem na kandydata”, który nie został zawczasu zaszczuty i zastraszony, był Borys Nadieżdin. Mało znany wcześniej nawet w Rosji, kręcący się w różnych ugrupowaniach od lat.

Wielu niezależnych emigracyjnych rosyjskich publicystów i dysydentów było przekonanych, że to koncesjonowany kandydat Kremla, który ma pokazać światu, że Putin będzie miał odróżniającego się kandydata i powstaje jakaś konkurencja. Może i tak było, kto wie. Potem jednak sytuacja nabrała dynamiki. Nadieżdin bardzo szybko zebrał wymagane 200 tys. podpisów i w ogóle zrobiło na nim wrażenie, że ludzie wręcz pchają się na spotkania z aktywistą.

Wydaje się, że nawet jeśli był koncesjonowany przez Kreml, to uwierzył w swoją „szczęśliwą gwiazdę”. Wtedy otoczenie Putina, jak wszystko na to wskazuje, zdecydowało: koniec z eksperymentami z demokracją. Wniosek o rejestrację kandydata został odrzucony przez putinowską komisję wyborczą pod pretekstem, że oto podpisy są sfałszowane. Nadieżdin będzie się jeszcze odwoływał, ale wiadomo, że to niczego nie da. Istnieje zagrożenie, że ostatecznie skończy jak Nawalny.

Autor jest dziennikarzem TV Biełsat

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej