Ma to na celu zmuszenie Ukrainy do zaprzestania wyzwalania swoich ziem. Oczywiście taki „pokój” doprowadziłby do kolejnych agresji rosyjskich. Ostatnio rolę fałszywego „wysłannika pokoju” odegrał prezydent RPA Cyril Ramaphosa. Akurat gdy był w Kijowie, doszło do kolejnego rosyjskiego ataku rakietowego. Podobnie było, gdy do Kijowa przybył z „misją pokojową” wysłannik papieża kard. Matteo Zuppi. Wtedy na dodatek Rosja wysadziła tamę na Dnieprze, a wysłannik Watykanu nawet nie pofatygował się w rejon katastrofy, by wesprzeć choćby symbolicznie powodzian. Jeszcze wcześniej był wysłannik Chin Li Hui, którego wizyta też odbywała się przy akompaniamencie wybuchów. Rosyjskie ataki terrorystyczne są skorelowane z takimi wizytami, by wywrzeć dodatkową presję na Kijów. Moskwa chyba uruchomiła wszystkie rezerwy w Trzecim Świecie.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat