Okazało się, że wszelkie zarzuty były wyssane z palca, a za całą sprawą stali ludzie BSW, chcący nie dopuścić do objęcia przez Krajewskiego funkcji komendanta stołecznego. Kobieta, która złożyła obciążające go zeznania, przez kilka lat była funkcjonariuszką BSW. Po wybuchu afery taśmowej wchodziła w skład jednego z tajnych zespołów, które są podejrzewane o nielegalną inwigilację dziennikarzy. Obecnie z kolei zmieniła nazwisko. Czy to wszystko przypadek?
Wykończyć komendanta
Minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński powinien surowo ukarać policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych KGP, którzy brali udział w operacji wymierzonej w Andrzeja Krajewskiego, byłego już dziś wiceszefa warszawskiej policji. Niedawno prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące rzekomych molestowania i lobbingu, jakich miał się dopuścić.