Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jan Pospieszalski,
27.03.2019 19:23

Wykluczenie komunikacyjne i niewidzialna ręka rynku

Obietnica zapewnienia Polakom połączeń komunikacyjnych tam, gdzie dziś publiczny transport nie dociera, spotkała się z ogromnym poparciem społecznym.

Choć słowo „wykluczenie” zostało zawłaszczone przez neomarksistów, po 30 latach transformacji okazuje się, że termin ten najlepiej opisuje problem wielu miejscowości. Aby zrealizować piękną ideę, nie wystarczy przywrócić tego, co było kiedyś. Polska jest już inna. Migracje, dynamiczny rozwój niektórych miast, marginalizacja innych, wyludnianie się wsi i demograficzna zapaść sprawiły, że nie ma prostego powrotu do sytuacji minionej. Istniejące wykluczenie komunikacyjne udowadnia, jakim zabobonem jest dogmat, że najlepszym regulatorem jest niewidzialna ręka rynku. Ulokowane w centrach miast przedsiębiorstwa i dworce autobusowe zostały przejęte przez biznes. W miejscach peronów i poczekalni wyrosły galerie i dyskonty, a obsługę pasażerów, jako zło konieczne, wygaszano. Mechanizm pozbywania się publicznego majątku – atrakcyjnych i cennych nieruchomości w centrach miast (Poznań, Wrocław, Zakopane) bardziej dziś powinien interesować CBA niż ekspertów od transportu publicznego. Cytując znajomego samorządowca, ta niewidzialna ręka nie była całkiem niewidzialana, a już z wolnym rynkiem nie miała nic wspólnego. Dziś potrzebne jest uruchomienie wyobraźni, by do szkód dokonanych nie dokładać nowych. Szlachetna idea zawarta w ostatnim punkcie „piątki Kaczyńskiego”, na której realizację rząd ma przeznaczyć 1,5 mld zł, dla urzędników, samorządowców – organizatorów transportu stanowi wielkie wyzwanie. Ale dla operatorów transportu (również wszelkiej maści cwaniaków) może być ogromną pokusą. Gdy na stole leży góra złota, rozum podpowiada, że natychmiast wokół stołu pojawią się ludzie o lepkich rączkach. Pytanie podstawowe: czy o rozdziale środków będą decydowały samorządy? Na dole najlepiej widać, kto i gdzie realnie potrzebuje wsparcia. Sztywna dopłata do wozokilometra (okropne słowo) rozdzielana z poziomu resortu lub województwa wzbogaci tych, którzy komercyjnie już dają sobie radę, bo opanowali najbardziej uczęszczane trasy. Białe plamy na mapie jak były, tak będą. 
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane