To pierwsze zwycięstwo. Bruksela odwołała się do TSUE – i trybunał przyznał rację nam. To zwycięski rewanż. Podkreślam te fakty, bo często UE jawi się nam jako organizacja, która przypomina futbol sprzed kilkunastu lat: wszyscy w niego grają, a na końcu i tak wygrywają Niemcy. W piłce nożnej dużo się zmieniło i nasi zachodni sąsiedzi nie mają już patentu na wygrywanie. Przykład zagranicznych supermarketów, które nie będą w Polsce „świętymi krowami”, pokazuje, że na unijnym boisku, choć nie jest łatwo, można wygrywać. Zresztą olbrzymie pieniądze, które wywalczył rząd na szczycie UE w grudniu, też są tego spektakularnym dowodem. W tym ostatnim zwycięskim cieście jest tylko jeden zakalec: Unia dla zagranicznych marketów „kupiła” kilka lat „raju podatkowego”...
Wygraliśmy mecz z Brukselą!
Choć rzecz dotyczy polityki międzynarodowej, użyję sportowej metafory: Polska grała właśnie dwa trudne mecze na wyjeździe, z przeciwnikiem, z którym nieraz przegrywała, i oba bezapelacyjnie wygrała: i pierwszy mecz, i rewanż. Chodzi o... podatek od supermarketów nałożony przez państwo polskie na zagraniczne sieci handlowe. Zawetowała to Komisja Europejska i oddała sprawę do unijnego sądu. I sąd przyznał rację Polsce.