Tak, te wybory są swoistym batem na Unię, która będzie zapewne zmuszona do większej uległości. Inna rzecz: na jak długo? Wszak obecna szefowa KE von der Leyen też była chętna do współpracy przed wyborem, a gdy już została wybrana większością zaledwie ośmiu głosów – i były to głosy europosłów PiS! – to jakoś przestała być otwarta na polskie argumenty. Dodajmy do tego, że Unia jest bardziej pragmatyczna, niż się powszechnie myśli. Mimo że na Budapeszcie ciążyły znacznie poważniejsze zarzuty niż na naszym kraju (korupcja środków UE!), to spora część funduszy UE została Węgrom „odmrożona”. Dlaczego? Bo Węgry są po wyborach, a Polska jeszcze przed – i kartą KPO Bruksela chce wpłynąć na wynik elekcji w Rzeczypospolitej. To przecież proste.