O tej porze roku w tym regionie o czasie podjęcia zasadniczego kontrataku decydują nie względy atmosferyczne, jak to jest zimą czy na przedwiośniu, ale powody stricte polityczne. To oczywiste, że strona ukraińska uczyni to bliżej szczytu NATO w Wilnie, który będzie decydować o drodze Kijowa do Sojuszu. Wtedy Zełenskiemu sukcesy wojskowe będą szczególnie potrzebne: musi pokazać niedowiarkom w NATO, że jego państwo potrafi wygrać z Rosją, nie będzie balastem dla tych na Zachodzie, którzy obawiają się, że Ukraina wciągnie ich w długotrwałą wojnę z „wielkim rosyjskim państwem”.
Nie chodzi tu rzecz jasna o Polskę czy USA, Wielką Brytanię i kraje bałtyckie, ale duże europejskie kraje NATO, jak Niemcy i Francja, a także państwa Europy Południowej. Ukraina zapewne skupi się na Krymie, bo tam sukces wojskowy osiągnąć łatwiej niż w Donbasie. Półwysep Krymski trudno zdobyć - Rosjanie pobudowali tam poważne umocnienia – ale łatwiej go odciąć. Najbliższe tygodnie będą więc czasem intensywnych walk.