O formacjach białoruskich wiedzieliśmy już dużo wcześniej, bo ich dowódcy i zwykli żołnierze nie ukrywali swoich twarzy, a Pułk Kalinowskiego prowadzi aktywną politykę informacyjną. Jeśli chodzi o Rosjan, to niektórzy obserwatorzy, zwłaszcza na Ukrainie, posuwali się do kwestionowania istnienia rosyjskich formacji. To dlatego, że żołnierze i dowódcy, z nielicznymi wyjątkami, ukrywali swoje personalia. Ponadto ukrywana jest ich liczebność, ale tak samo jest z innymi formacjami narodowymi, bo to wymóg wojny.
Wolni Rosjanie istnieją
Wielu nie mogło uwierzyć w „dobrych Rosjan” ryzykujących życie dla Ukrainy, zwłaszcza patrząc na opieszałość rosyjskiej opozycji, której większość i tak jest na emigracji. Pojawiały się spiskowe teorie, że rosyjskie formacje zostały wymyślone przez władze ukraińskie w celach propagandowych.
Wiosną zaczęły się jednak pierwsze akcje dywersyjne „wolnych Rosjan”, z których najgłośniejszy był „wjazd” do wsi w obwodzie briańskim. W zeszłym tygodniu doszło do akcji na dużą skalę. Internet zalały filmiki, zdjęcia i relacje świadczące o tym, że Rosyjski Korpus Ochotniczy i Legion Wolność Rosji wkroczyły według różnych informacji od kilku do kilkudziesięciu kilometrów w głąb Federacji Rosyjskiej w obwodzie biełgorodzkim. Po drodze rozbiły i zajęły punkt graniczny FSB, zabijając co najmniej jednego funkcjonariusza, zajęły dwie wsie (w tym jedną dość dużą), powodując panikę wśród mieszkańców. Internet obiegły zdjęcia uciekających ludzi, szturmujących nieczynne i zamknięte schrony, skarżących się na władze w Moskwie.
„Wolni Rosjanie” zajmowali skrawek Rosji przez mniej więcej dobę, po czym, wszystko na to wskazuje, wycofali się i zorganizowali konferencję prasową na granicy po stronie ukraińskiej. Twierdzą – na przekór kremlowskim narracjom i przekazom – że ich straty były minimalne. Ponadto po drodze uprowadzili jeszcze kilka sztuk rosyjskiego ciężkiego sprzętu.
Będą kolejne Biełgorody
W mediach całego świata są różne domniemania i analizy, czym są Legion Wolność Rosji i Rosyjski Korpus Ochotniczy. Generalnie Rosyjski Korpus Ochotniczy ideowo wydaje się bardziej radykalny, niektórzy dziennikarze zachodni dopatrują się elementów nacjonalistycznych czy nawet neofaszystowskich, co jest paradoksalne, bo wiadomo, że jednocześnie korpus stawia sobie za cel obalenie reżimu Putina w Rosji i zakończenie agresji rosyjskiej. Zastanawiające, że to radykalni nacjonaliści walczą z… raszyzmem. Członkowie korpusu uciekli z Rosji na Ukrainę już kilka lat temu albo są to Rosjanie po prostu mieszkający od lat na Ukrainie. O Legionie Wolność Rosji wiadomo jeszcze mniej. Prawdopodobnie składa się w głównej mierze z rosyjskich żołnierzy, którzy przeszli na stronę ukraińską. Być może w tych rosyjskich formacjach są jeszcze zagraniczni ochotnicy innych narodowości.
Ciekawszy niż sam skład i oblicze ideowe tych formacji jest sam fakt, że na arenie pojawiła się uzbrojona i, jak widać, dość dobrze wyszkolona (także medialnie) rosyjska siła chcąca obalić Putina. Sukces akcji biełgorodzkiej każe spodziewać się, że takich działań będzie więcej. Zwłaszcza że służą one ukraińskim planom, dezorientując przeciwnika u progu wielkiej kontrofensywy, zmuszając go do relokacji części sił, wprowadzając czynnik niepewności.
Istnienie uzbrojonych rosyjskich formacji antyputinowskich psuje kremlowską propagandę o walce świętej Rosji z całym NATO, a propaganda ta i tak była już dość nieskuteczna. Zmienia to też potencjalnie reguły gry w samej Rosji. Kreml i jego siepacze już wiedzą, że są nie tylko bierni poddani, mięso armatnie, tradycyjna opozycja stawiająca na „bierny opór”, ale też uzbrojeni ludzie, gotowi do czynu i ofiary. I będzie o nich coraz głośniej, co oznacza, że prawdopodobnie będzie ich więcej.
Państwo upadłe
W świecie zachodnim też zacznie się kształtować obraz „dwóch Rosji”, co podkopuje legitymację reżimu Putina do reprezentowania Rosji. Nawet jeśli jest w tym dużo przesady, to nie ma to znaczenia – chodzi o wrażenie, a proces będzie narastać. A już zwłaszcza gdy ruszy ukraińska kontrofensywa, która, wiele na to wskazuje, będzie dla reżimu moskiewskiego porażająca i być może przysporzy Legionowi Wolność Rosji i Rosyjskiemu Korpusowi Ochotniczemu nowych ochotników.
Ukraina może też stosować wobec Rosji jej własną broń, której ta ostatnia od wielu lat używa w swoich agresywnych działaniach wobec krajów ościennych. Może mówić, że nie ma z tą akcją nic wspólnego, że to rosyjscy powstańcy walczący przeciw skorumpowanemu moskiewskiemu reżimowi itd. Propaganda rosyjska długo bezkarnie głosiła, że Ukraina to „państwo upadłe”, gdzie rządzi „kijowski reżim”. Widać teraz, że tak naprawdę „państwo upadłe”, do którego mogą bezkarnie wjechać partyzanci, to właśnie Rosja. A wyobraźmy sobie, co by było, gdyby wjechały większe oddziały ukraińskie. Zajęłyby południe Rosji w parę dni.
Do tego akcji w obwodzie biełgorodzkim towarzyszyło wypuszczenie nad Moskwą biało-niebiesko-białej flagi „wolnej Rosji”, co było kolejnym elementem operacji psychologicznej. Jeśli dodamy do tego, że w samej Rosji od miesięcy działają tajemniczy partyzanci, którzy stoją za licznymi wybuchami i pożarami, to mamy obraz kraju, który Kreml coraz mniej kontroluje. To również podkopuje reżim.
Wszystko to tworzy klimat, w którym coraz bardziej prawdopodobny się staje okres większej niestabilności w Rosji. Dodajmy do tego jeszcze zbrodniczą Grupę Wagnera i mającego ambicje polityczne oligarchy Jewgienija Prigożyna. A przecież prywatne siły zbrojne to nie tylko te wojska. Pewnie wyłonią się też inne grupy aspirujące do władzy w Rosji. Jeżeli Putin szybko się nie wycofa i nie przerwie tej katastrofy, wojna domowa w Rosji między różnymi siłami jest niewykluczona.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat