Żaden premier po 1989 r. nie postawił na europejską autonomię strategiczną tak wyraźnie jak Tusk. Poprzednio zasadą było opieranie bezpieczeństwa na USA i dystansowanie się od francuskich wizji Europy jako zemsty na Anglosasach. Dopiero Tusk zaczął prowadzić politykę bezpieczeństwa wyraźnie zorientowaną na Europę Zachodnią i skrajnie nieufną wobec Waszyngtonu.
Tylko że taką strategię można prowadzić tylko do czasu, aż prawdziwe zagrożenie zajrzy w oczy. Gdyby to zależało od Tuska, kupowałby on pewnie tylko europejskie śmigłowce bojowe, samoloty wielozadaniowe najnowszej generacji oraz drony. Tyle że europejskie firmy takiego sprzętu nie oferują lub dostarczają w zbyt małej liczbie sztuk. Eurofightera nadal nie ma, nowy czołg za 10 lat, śmigłowców w klasie Apache brak. A z pustego i Tusk nie naleje.