Wizyta 46. prezydenta w dziejach USA w naszym kraju wzmacnia prestiż Polski, ale nie jest żadnym specjalnym gestem ani łaską ze strony amerykańskiej administracji. Zbliżenie z Polską – krajem, który stał się największym hubem militarnym, ale także medycznym i humanitarnym dla napadniętej przez Rosję Ukrainy – leży po prostu w interesie Stanów Zjednoczonych. Zresztą to dobry przykład tzw. win-win situation, czyli sytuacji, w której wygranymi są obie strony. Warszawa jest dla Waszyngtonu przewidywalna: zapewne nie sprzeda dużego pakietu akcji swojego strategicznego portu morskiego największemu konkurentowi USA, jak uczyniły to Niemcy, ani nie będzie udawać symetryzmu między Rosją a Ukrainą, jak przez niemal rok czyniła Francja. Tylko pytanie: czy przy odbudowie Ukrainy też będziemy sojusznikami?