A wszystko zaczęło się od wywiadu, jakiego papież udzielił jezuickiemu magazynowi „America”. To w nim padła opinia, że największe zbrodnie na Ukrainie popełniają nie Rosjanie, lecz Buriaci i Czeczeni. Opinia ta, choć rzeczywiście pojawiała się w mediach, została już wielokrotnie (na długo przed owym wywiadem) sfalsyfikowana, ale to nie przeszkadzało papieżowi powtórzyć ją, by bronić samych Rosjan. Reakcja strony rosyjskiej była błyskawiczna, a przeprosin od Watykanu dla Czeczenów i Buriatów (a także w ogóle dla Rosji) domagał się m.in. minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow. I oto są. Jak poinformowała rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Watykan przeprosił.
„Drogą dyplomatyczną otrzymaliśmy wiadomość z Watykanu, która zawiera oficjalne oświadczenie w imieniu Sekretarza Stanu Stolicy Apostolskiej, Pietro Parolina, w związku ze słowami Papieża”
– oznajmiła Zacharowa. To w tym dokumencie miały znaleźć się słowa dotyczące szacunku i właśnie przeprosiny. Watykan, ustami rzecznika prasowego Watykanu Matteo Bruniego, potwierdził, że doszło do kontaktów dyplomatycznych z Rosją, nie odniósł się natomiast do ich – przekazanej przez Zacharową – treści. Już tylko na podstawie tego, co wiadomo, można powiedzieć z całą otwartością: Franciszek i jego dyplomacja mają na swoim koncie kolejny „sukces”. Kolejne tygodnie tej wojny pokazują niestety nie tylko kompletny brak zrozumienia tego konfliktu zbrojnego, rzeczywistości Europy Środkowej, ale i chaos komunikacyjny, którego nikt nie jest w stanie w Watykanie ogarnąć.