Urodziłem się i wychowałem na osiedlu wzniesionym na gruzach getta warszawskiego. Obok nas były jeszcze domy, już spoza granicy getta, które przetrwały wojnę; były na nich ślady kul, a gdy dobrze się poszukało, można było wejść do piwnic czy schronów. Nasze zabawy niekiedy toczyły się jeszcze obok gruzowisk (a przynajmniej śladów po nich, wejść do piwnic), a gdy kopało się głębiej, zawsze były jakieś cegły. To sprawiało, że opowieści o wojnie, o rzezi najpierw getta, potem Woli, a wreszcie o tym, jak metodycznie zniszczono po Powstaniu Warszawskim moje miasto - były dla mnie czymś naocznym, czymś, co widać. Moje miasto zostało zniszczone do cna, zostało zamienione w pustynię gruzów.
Dzisiaj Władimir Putin wydał wyrok na inny naród. Na tym etapie to już nie jest próba zmiany władzy i zastąpienia jej sobie uległą, podporządkowania kraju, ale brutalna zemsta na skądinąd rosyjskojęzycznych miastach, gdy celem jest zniszczenie ich do gołej ziemi. Zemstą jest to minowanie pól, żeby Ukraina nie mogła się odrodzić, to bombardowanie szpitali położniczych i ośrodków dla matek z dziećmi, co przecież nie ma żadnego militarnego sensu. Jednym, słowem, chodzi o zniszczenie tkanki, wypalenie ukraińskości. Rosjanie na Ukrainie obracają w proch kolejne miasta, robią to samo, co Niemcy hitlerowskie zrobiły z moim miastem. Trudno w takim momencie milczeć. Trudno być obojętnym.
Szczególnie, gdy pieniądze z Zachodu (i z Polski również) płyną za gaz i ropę, co pozwala Putinowi przetrwać, kupować nowe rakiety, którymi może zabijać kolejnych Ukraińców. Wiele firm nadal nie tylko nie ma skrupułów, ale też poczucia kompromitacji, by dofinansowywać reżim putinowski, by paść się pieniędzmi ubabranymi w krwi dzieci i kobiet. Tak pamiętam, że świat dostarcza walczącej Ukrainie broń, nakłada na Rosję sankcje, ale - w imię ratowania świata przez III wojną światową, która już przecież trwa - udaje, że nic więcej zrobić nie może, by przerwać obracanie w proch kolejnych miast, osiedli i wsi by bronić cywili, by ratować życie kobiet i dzieci.
Z tej perspektywy każda propozycja, by coś zmienić, by wprowadzić jakieś siły na Ukrainę, by zacząć jej bronić, jest warta rozpatrzenia. Inaczej nasze dzieci, a może wnuki, zadadzą nam proste pytanie, które my teraz czasem zadajemy sobie, patrząc, jak świat spoglądał na Holokaust: dlaczego nic nie zrobiliście? Dlaczego milczeliście. Rzeź trwa na naszych oczach, a my powtarzamy puste hasło: „nigdy więcej”.