Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin  Herman
17.07.2023 18:00

W starych koleinach myślowych

Ostrożność czy opieszałość USA podczas szczytu w Wilnie w kwestii wstąpienia Ukrainy do NATO niektórzy tłumaczą obawą o eskalację. Rosja jednak tak wiele razy od 24 lutego 2022 r. pokazała swoją słabość, że jest odwrotnie. USA boją się właśnie słabości Rosji. Poza Wielką Brytanią nikt nie mówi o tym głośno ani prawdopodobnie się do tego poważnie nie szykuje. USA, Niemcy i Francja postawiły sobie za cel wynalezienie geopolitycznej kwadratury koła – pokonać Moskwę, ale tak, żeby nie doprowadziło to do implozji w Rosji. Same się w ten sposób ograniczają, poza tym żaden inny kraj nie może nic zrobić w kwestii tego, co stanie się z Rosją.

Z powodu takiego założenia – jak donoszą media – USA były poważnie przestraszone próbą puczu Jewgenija Prigożyna w Rosji. I wciąż są przestraszone, bo ustami sekretarza stanu USA Antony’ego Blinkena oświadczyły, że sytuacja w Rosji jest niepewna.

Powtórnie ten sam błąd

USA popełniają dokładnie ten sam błąd, który popełniła administracja ­George’a Busha seniora, gdy rozpadał się ZSRS. Najpierw, za czasów Ronalda Reagana (Bush był u niego wiceprezydentem) Amerykanie zrobili wszystko, by się rozpadł, potem zaś, gdy zaczął się rozpadać, a władzę w USA przejął George Bush, zaczęły robić wszystko, by… się nie rozpadł.

Bush nawet pojechał w 1991 r. do Kijowa, by pouczać Ukraińców, że daleko posunięta autonomia – tak, ale nie mogą rozbijać ZSRS, bo będzie tragedia. Eksperci USA mieli wizję (i wciąż chyba mają tam tych samych ekspertów) wojny domowej z użyciem arsenałów jądrowych. Dlatego też potem Ukraina była przymuszana do oddania broni jądrowej, zresztą nie tylko jej, lecz także rakiet. Wiele z nich jest teraz używanych przez Rosję do mordowania Ukraińców. Za tamtą politykę niedawno szczerze przeprosił prezydent USA w latach 1993–2001 Bill Clinton.

Gdy nie udało się uratować ZSRS, USA, Niemcy, a potem inne kraje zachodnie robiły wszystko, by uchronić Rosję przed rozpadem. Wiele miliardów zostało wpakowane w ratowanie jej gospodarki i „budowanie demokracji”. Oczywiście, nie było żadnych rozliczeń zbrodni komunistycznych, nawet symbolicznych, co w dłuższej perspektywie doprowadziło do tego, że ludzie dawnego reżimu przywrócili w Rosji totalitaryzm i wszczęli nowe wojny. Ba, przez lata Zachód współpracował z Putinem.

USA przestraszone własnym sukcesem

Teraz, gdy w Rosji znowu robi się gorąco w wyniku porażek na Ukrainie i rysującej się na horyzoncie klęski (nie mówiąc o coraz gorszej sytuacji gospodarczej), Amerykanie znowu jakby przestraszyli się swoich sukcesów w powstrzymywaniu Rosji. Oczywiście, celem jest zwycięstwo Ukrainy, ale nie za wielkie, żeby w Rosji nie doszło do walk wewnętrznych, głębokiego kryzysu albo żeby władzy nie przejął ktoś pokroju Prigożyna. Stary zachodni mit, że może być ktoś gorszy niż ludobójca Putin, wciąż działa.
To niesamowite, ale sytuacja jest tak dalece podobna do tej z przełomu lat 80. i 90., że nawet znowu pojawia się w kontekście „ratowania” Rosji CIA. George Bush był wcześniej dyrektorem CIA. Obecnie, jak niedawno napisał amerykański „Newsweek”, powołując się na wiele źródeł w służbach specjalnych i dyplomacji różnych krajów NATO, dyrektor CIA William Burns kontaktuje się często z przedstawicielami rosyjskiego wywiadu oraz władz i negocjuje z nimi, co dalej. „Newsweek”, choć przytacza różne oceny aktywności Burnsa, to jednak artykuł opatrzył wiele mówiącym tytułem: „Martwy punkt CIA”. Sugeruje, że CIA nie ma zbyt dobrego rozeznania ani jeśli chodzi o Rosję, ani Ukrainę.

Płonne nadzieje na kolejny „koniec historii”

Stąd właśnie te wszystkie wahania Amerykanów co do przekazywania na przykład rakiet dalekiego zasięgu i samolotów F-16. Dlatego Amerykanie promują opozycjonistów rosyjskich (są na emigracji albo w łagrach), licząc, że jakoś (nie wiadomo jak) zastąpią Putina. A gdy do tego dojdzie, wojna się zakończy, zapanuje demokracja, powiewać będzie gwiaździsty sztandar, a Rosja i Ukraina się pojednają. Może nawet obie wstąpią do NATO i UE? Kolejny „koniec historii”, choć dziś przecież sam twórca tego terminu Francis Fukuyama zupełnie w niego nie wierzy i apeluje o jak największe wspieranie Ukrainy.

W przeciwnym razie, jak pewnie myślą amerykańscy eksperci i politycy, którzy całe kariery poświęcili planowaniu przyszłości Rosji, zapanują chaos i wojna domowa. Albo Rosja lub jej część staną się zależne od Chin. Może i tak, problem w tym, że ci eksperci wypierają ten scenariusz. To nie może się według nich zdarzyć, trzeba temu za wszelką cenę zapobiec.

Brytyjski realizm

Tylko Brytyjczycy, którzy zawsze mieli lepsze informacje od Amerykanów, poważnie biorą pod uwagę scenariusz rozpadu Rosji. Brytyjski „The Times” niedawno napisał, że rząd w Londynie przygotowuje się na scenariusz nagłego upadku Rosji. Z kolei była premier Wielkiej Brytanii, a obecnie posłanka rządzącej Partii Konserwatywnej Liz Truss również powiedziała, że trzeba mieć plan na wypadek rozpadu Rosji.
– My i nasi sojusznicy – w tym Ukraińcy, Polacy i kraje bałtyckie – musimy mieć plan na wypadek zawalenia się Rosji – powiedziała w parlamencie.

– Nie spekulujemy ani nie próbujemy przewidywać – planujemy działania na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Dlatego niezależnie od wyniku tego konfliktu będziemy gotowi – powiedział z kolei minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii James Cleverly. Zauważył bardzo trzeźwo, że i tak o przyszłości Rosji zdecydują sami Rosjanie.

Czy jesteśmy gotowi?

Padło wiele cierpkich słów pod adresem USA, ale czy Ukraina albo kraje wschodniej flanki rzeczywiście są gotowe na scenariusz rozpadu bądź „smuty” w Rosji? W ukraińskiej debacie publicznej rzadko padają jakieś przenikliwe opinie na ten temat. Raczej są żądania odgrodzenia się od Rosji na wieki i tyle. A w Polsce? Może stratedzy pracują nad planami ewentualnościowymi, ale nic na ten temat oficjalnie nie wiadomo. Raczej mówi się tylko o powstrzymywaniu Rosji.

Co, jeśli nie trzeba będzie powstrzymywać Rosji, tylko np. miliony rosyjskich uchodźców na granicy Polski czy Ukrainy? Co, jeśli powstrzymywać trzeba będzie nie Rosję jako taką, tylko rosyjskich terrorystów; a pomagać innej stronie, np. Rosjanom walczącym o wolność? A co będzie z Białorusią? Jedno jest pewne – końca historii nie będzie, choć wielu wpływowych ludzi na Zachodzie, a nawet na Ukrainie, o nim marzy.

Autor jest dziennikarzem TV Biełsat

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE