Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin  Herman
17.05.2023 22:05

W obronie Fukuyamy

Naukowcy, publicyści i politycy często przywołują esej „Koniec historii” amerykańskiego politologa Francisa Fuku­yamy jako przykład kompletnego rozminięcia się zachodniej nauki społecznej z rzeczywistością, bo przecież historia się nie skończyła, co doskonale widzimy. Rzeczywiście, tamten tekst jest zbyt optymistyczny. Przekonanie Fukuyamy wynikało z tego, że właśnie upadł ZSRS i w wielu krajach świata zwyciężały demokracje. Krytycy zapominają jednak, że pisał on o ostatecznym zwycięstwie demokracji, zaznaczając jednocześnie, że proces ten może się długo domykać, i wskazując na problematyczną sytuację na Bałkanach i w Rosji. I to się akurat potwierdziło. W byłej Jugosławii rozpętała się wojna, a w Rosji zapanował raszyzm.

Po latach Fukuyama krytycznie podszedł do tekstu „Koniec historii”. Dziś wskazuje na zagrożenie dla demokracji płynące z przechwytywania państw (state capture) przez grupy interesu, nie tylko biznesowe, mające korzenie w krajach autorytarnych. 

Przechwytywanie państw – przypadek Gruzji

Wychodząc z tego założenia, Fukuyama alarmuje w sprawie Gruzji. W kwietniu razem z gruzińską politolog i ekonomistką Nino Evgenidze napisał tekst opublikowany w „Foreign ­Affairs” pt. „Russia is winning in Georgia”, w którym wskazał, że obecni przywódcy Gruzji nie tylko „nie poparli Ukrainy broniącej się przed rosyjską agresją ani nie przyłączyli się do zachodnich sankcji, ale zaczęli kopiować też rosyjskie represje wobec oponentów politycznych”. Autorzy podkreślili, że miliarder Bidzina Iwaniszwili od dekady steruje krajem z tylnego siedzenia, nie sprawując żadnych oficjalnych funkcji. Ich zdaniem powstanie Gruzińskiego Marzenia kilkanaście lat temu zbiegło się w czasie z dążeniem Moskwy po 2008 r., kiedy oba kraje bezskutecznie próbowały uzyskać zaproszenie do NATO, do ponownego włączenia Ukrainy i Gruzji do swojej strefy wpływów. Fukuyama i Evgenidze twierdzą, że Moskwa wspierała Gruzińskie Marzenie jako narzędzie realizacji swojej polityki w Tbilisi.

Jak wskazują w artykule, europejscy przywódcy są zaniepokojeni coraz bardziej antyzachodnią retoryką i polityką Gruzińskiego Marzenia. Fukuyama i Evgenidze stawiają tezę, że np. skazanie byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego to próba zniweczenia szans na integrację z Zachodem. Dodają, że „Gruzja jest wykorzystywana jako kanał do unikania sankcji” przez Rosję. Przypominają też niedawne próby wprowadzenia ograniczeń wolności słowa i działalności politycznej.

„Stany Zjednoczone i ich europejscy sojusznicy muszą zapobiec dalszemu ześlizgiwaniu się Gruzji do rosyjskiego obozu. Dopóki Iwaniszwili i jego partia rządzą Gruzją, członkostwo w UE jest nie do pomyślenia. Ale wszelkie próby Zachodu, by ukarać Gruzińskie Marzenie poprzez odcięcie kraju od nadziei na ewentualne członkostwo w UE, będą Iwaniszwilemu tylko na rękę; wszak sam, łamiąc praworządność, próbował zablokować przystąpienie do UE. Lepszą strategią byłoby więc ściganie Iwaniszwilego i uderzenie w jego majątek poprzez objęcie go zachodnią listą sankcji” – prekonują Fukuyama i Evgenidze.

Rosja musi przegrać

Jeśli chodzi o inwazję rosyjską na Ukrainę, Francis Fukuyama wspiera Ukrainę w jej walce o wolność. Gdy wojska rosyjskie atakowały Kijów, powiedział, że Rosja zmierza do klęski. Przyznał teraz po roku, w rozmowie z Radiem Wolna Europa, że myślał, że do klęski Rosji dojdzie szybciej. – Moje ogólne zaufanie co do tego, że Ukraina zdoła się obronić [i wygrać], się nie zmieniło, jednak trwa to dłużej, niż się wtedy spodziewałem – stwierdził.

Zaznaczył, że Rosja jest jeszcze słabsza niż w zeszłym roku, o czym świadczy to, że została wyparta z północnej Ukrainy oraz obwodów chersońskiego i charkowskiego. – Uważam, że przez Ukraińców i ich bohaterską obronę został już przygotowany odpowiedni grunt pod rosyjską porażkę na masową skalę. Obecna faza wojny to pauza operacyjna. Rosjanie tracą ogromną liczbę ludzi, próbując zająć jedno małe miasteczko – Bachmut w Donbasie. Jednak wszyscy czekamy na ukraińską kontrofensywę i uważam, że będzie ona miała zasadnicze znaczenie dla tego, jak ta wojna może się skończyć. Ponieważ Ukraińcy mogą wyzwolić te dwa obwody na południu, szczególnie pozostałą część obwodu chersońskiego i Zaporoże, a wtedy, uważam, byłby to punkt wyjścia do realnych negocjacji. Wtedy możliwy będzie jakiś rodzaj zawieszenia broni, które mogłoby trwać przez pewien czas. Jednak w obecnej sytuacji negocjacje pokojowe byłyby bardzo niekorzystne dla Ukrainy, ponieważ pozwoliłyby Rosjanom zachować spory kawałek ukraińskiego terytorium. A to nie byłoby dobre – podkreślił Fukuyama.

Co z tym Krymem

Fukuyama uważa, że jeżeli Ukraińcy zdołają wyzwolić wspomniane tereny na południu swojego kraju, to odetną praktycznie Krym od Rosji i tym samym będą w stanie, jak się wyraził, odciąć drogę przez most Krymski. Przekonuje, że Ukraińcy nawet nie muszą atakować bezpośrednio Krymu, mogliby po prostu wziąć stacjonujące tam siły rosyjskie na zakładnika w sytuacji, jak można zrozumieć z kontekstu jego wypowiedzi, zarówno działań wojennych, jak i ewentualnych negocjacji. Jeżeli Rosja zmuszona byłaby do oddania Krymu, jego zdaniem trudno sobie wyobrazić, by władza Putina to przetrwała, bo wiele zainwestował on w kwestię Krymu. – Rzecz w tym, że Ukraińcy wcale nie muszą odbijać Krymu. Mogą go odciąć. I w dowolnej chwili dotkliwie nękać Rosjan, tak by to odczuwali jak najboleśniej. A gdyby do tego doszło, dawałoby im to ogromną strategiczną przewagę – wskazuje.

Spytany, jak w takim razie wyglądałyby ewentualne negocjacje w sytuacji blokady Krymu, zasugerował, że do jakiegoś porozumienia musiałoby dojść, choć żadna ze stron nie byłaby gotowa do kompromisu.

O tym, że Ukraina może nie tylko zablokować, ale wręcz odzyskać Krym, mówi też były dowódca armii USA w Europie gen. Ben ­Hodges i wręcz zachęca do tego Ukraińców. Były doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz, którego programy na YouTubie oglądają miliony widzów, zwrócił uwagę, że wbrew stereotypom, historycznie rzecz biorąc, Krym nie jest żadną twierdzą. W toku historii praktycznie przechodził z rąk do rąk, bo trudno go bronić choćby ze względu na warunki naturalne.

Pozostaje tylko wątpliwość, czy rzeczywiście wszyscy przedstawiciele amerykańskich i zachodnich elit kibicują sprawie wyzwolenia Krymu przez Ukrainę. W zachodniej prasie pojawiają się anonimowe sugestie, że może nie byłoby to pożądane, żeby nie upokarzać Rosji do końca. I jest jeszcze inna wątpliwość. Czy rzeczywiście rację ma Fukuyama, że Krym jest aż tak ważny dla przyszłości Putina? Przed wyzwoleniem Chersonia niektórzy obserwatorzy mówili, że gdy Rosja straci to miasto, to system Putina zacznie się kruszyć. Nic takiego się nie stało, Rosjanie zapomnieli, że jeszcze parę tygodni przed utratą Chersonia „włączyli” go do Rosji. Tak samo może być z Krymem – po jego utracie propaganda przestanie o nim mówić, by o nim zapomniano.

Tak czy inaczej Fukuyama nie jest już głosicielem końca historii, a niektóre jego diagnozy i przewidywania wydają się dziś całkiem trafne. Czas pokaże, czy tym razem się nie mylił.


Autor jest dziennikarzem TV Biełsat

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE