„Człowiek wielkiego serca, prawości i mądrości” – napisała rodzina w nekrologach. „Wspaniały żołnierz, wybitny utrwalacz władzy ludowej” – usłyszeliśmy podczas uroczystości pogrzebowej. Tak tłumy wojskowych, milicjantów i ubeków pożegnały w 2014 roku na Powązkach Wojskowych komunistycznego generała Tadeusza Pietrzaka.
Miała być jeszcze kompania reprezentacyjna WP, ale po nagłośnieniu sprawy w mediach w ostatniej chwili została odwołana. Jednak Pietrzak był niegodny nie tylko asysty honorowej, lecz w ogóle pochowania na Powązkach – nekropolii chwały polskiego oręża. Po służbie w komunistycznej GL i AL, we wrześniu 1946 roku ten „człowiek wielkiej mądrości” brał udział w operacji „Lawina” – zamordowaniu 30 żołnierzy podziemia antykomunistycznego z oddziału kpt. Henryka Flamego „Bartka”. W czerwcu 1956 roku Pietrzak był komendantem wojewódzkim MO w Poznaniu. W latach 1956–1957 wiceszefował chyba najbardziej zbrodniczej sowieckiej instytucji w okupowanej Polsce – Informacji WP. Potem w Wojskowej Służbie Wewnętrznej nadzorował m.in. KBW. W latach 1968–1978 wiceminister spraw wewnętrznych, a w latach 1965–1971 komendant główny MO. Zwieńczeniem kariery było stanowisko ambasadora PRL w Budapeszcie (lata 1978–1983). Pietrzak został pochowany tuż obok powstańców styczniowych, żołnierzy 1920 roku, września 1939 roku, Armii Krajowej, powstańców warszawskich. W końcu niedaleko słynnej „Łączki”, gdzie jego koledzy komuniści zrzucali do dołów śmierci polskich patriotów zamordowanych katyńskim strzałem w potylicę w katowni przy ul. Rakowieckiej. Nasi bohaterowie nie zasłużyli na sąsiedztwo komunistycznych niegodziwców – generałów, funkcjonariuszy UB, Informacji Wojskowej, krzywoprzysiężnych sędziów i prokuratorów, dygnitarzy partyjno-państwowych. Dlatego trzeba komunistów z Powązek wynieść. Najlepiej na stołeczny cmentarz żołnierzy radzieckich. Można to zrobić dostojnie, przy dźwiękach „Międzynarodówki”.