Przez tydzień słuchałem komentarzy ludzi wiedzących na pewno, dlaczego PiS odniósł zwycięstwo, które faktycznie okazało się porażką. Słyszałem wiele diagnoz i wydaje się, że wszystkie one są do luftu. Każdy ma przy formułowaniu opinii jakiś swój interes do rozegrania. Wydaje się, że we wszystkich może być ziarno prawdy, ale nie wyjaśniają one w pełni zjawiska. Nie sądzę, by prawdziwa była mantra powtarzana przez Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który obwinił „Piątkę dla zwierząt”. To znaczy nie wykluczam, że istnieją rolnicy, którzy się obrazili, ale jednak większość, 67 proc., się nie obraziła. Czy więc PiS upokorzył tylko 33 proc. rolników, a innych nie? To się nie klei.
Faktem jest, że im więcej osób w to jednak uwierzy, tym silniejsza będzie pozycja Ardanowskiego, który później będzie mówił, jakie są nastroje na wsi. To dość wygodna pozycja mędrca. Inni mówią, że zaszkodził radykalizm TVP. To wielki spór, który nigdy nie został na prawicy rozstrzygnięty. Czy PiS wygrywa mimo czy dzięki temu, że TVP jest takie, jakie jest? Nadal nie wiem i nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Wydaje się, że przesłanką do tego, że jednak TVP niezbyt szkodzi PiS-owi, jest to, że Koalicja będzie robiła skok na media publiczne. Od innych słyszę, że zdecydowała aborcja i ruszenie tego tematu. Kto inny powie, że PiS popełnił masę błędów w pandemii. Jeszcze inni stwierdzą, że zdecydowali przedsiębiorcy i ich dociskanie. Po tygodniu słuchania diagnoz jedna wydaje mi się prawdziwa. PiS przegrało, bo nie było ekipą. Nie było biało-czerwoną drużyną. Było bardziej zlepkiem indywidualnych interesów, które widać w diagnozach powyborczych, w których na wyścigi wskazywane są kozły ofiarne. Fakty są natomiast takie, że PiS-owcy w kampanii walczyli jak lwy. Niestety, najczęściej między sobą. I niestety efekty tej walki nie powalają.