Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Katarzyna Gójska,
21.02.2021 22:33

To nie był strajk, to była kolejna akcja polityczna

Część mediów i ich politycznych patronów bądź podopiecznych uznaje, że redakcje spoza tego układu nie są mediami, lecz wrogami, których trzeba zniszczyć. I właśnie ci ludzie kilka dni temu zorganizowali „strajk” w obronie wolności słowa. Sęk w tym, że o tym jednym z filarów demokracji nie wiedzą dokładnie nic.

Jedna z konferencji prasowych tzw. ogólnopolskiego strajku kobiet. Warszawska siedziba. Pod drzwiami kilku przedstawicieli mediów nieuznawanych przez osoby z macicami.

Proszą o możliwość udziału w spotkaniu z dziennikarzami, a w zamian za to słyszą obelgi. Ochroniarz wraz z liderkami strajku odpychają dziennikarki od drzwi. Jednej przytrzaskują drzwiami nogę. Nie mówią o nich inaczej niż „psy” lub „bandyci”. Całe zajście można bez trudu obejrzeć w internecie. Ale co ciekawe, obok wyzywanych i odganianych przedstawicieli mediów co rusz pojawiają się osoby nazywane przez Lempart i Suchanow „prawdziwymi dziennikarzami”. To im toruje wejście ochroniarz, dla ich wygody szarpie dziennikarkę „Gazety Polskiej” czy reportera TVP Info. „Prawdziwi dziennikarze” potulnie mijają tych „nieprawdziwych” i nie mają najmniejszego problemu z tym, że część ich kolegów po fachu zostaje w brutalny i wulgarny sposób pozbawiona dostępu do informacji. Na ich oczach dochodzi do bezwzględnego łamania wolności słowa i żaden z wpuszczanych do siedziby tzw. strajku kobiet żurnalistów nie ma z tym problemu. Wręcz przeciwnie – sprawiają wrażenie, jakby byli zadowoleni z obrotu spraw. Jest tak dlatego, że reprezentują media od lat ograniczające swobodę wypowiedzi w Polsce, popierające i wspierające utrudnianie działania redakcjom, które ich polityczni faworyci uznają za kłopotliwe. W normalnych warunkach szarpanie dziennikarki przez liderów głośnej medialnie organizacji społecznej samo w sobie byłoby większym wydarzeniem niż konferencja prasowa. Byłoby newsem. Ale my mierzymy się z sytuacją mającą niewiele wspólnego z normalnością – część mediów i ich politycznych patronów bądź podopiecznych – trudno niekiedy precyzyjnie wskazać, kto w tym układzie jest kim – uznaje, że redakcje spoza tego układu nie są mediami, lecz wrogami, których trzeba zniszczyć. I właśnie ci ludzie kilka dni temu zorganizowali „strajk” w obronie wolności słowa. Sęk w tym, że o tym jednym z filarów demokracji nie wiedzą dokładnie nic. I już lata temu wykluczyli się z grona tych, którzy mają jakiekolwiek moralne prawo, by wypowiadać się na temat swobody wypowiedzi. Gdyby rozumieli, czym ona jest, to podczas opisanego wyżej zajścia odmówiliby wejścia na konferencję i zostali przed drzwiami siedziby tzw. strajku kobiet, by pokazać liderkom osób z macicami, że w demokracji respektuje się prawa każdego dziennikarza do relacjonowania wydarzeń publicznych. Ale tak nie zrobili. Zatem trudno traktować ich protest inaczej niż jako kolejną akcję polityczną, mającą na celu uderzenie w znienawidzoną przez nich większość parlamentarną.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane