Wychodzi na to, że wyeliminowanie jednego szopa to koszt 80 tys. zł. Jest to projekt rozpisany na sześć instytucji. Nikt nigdy się do niego nie przyczepił. Nikt nie nasłał kontroli. W tej sprawie nikt też nie budził twórców projektu o godz. 6 rano, by zamknąć ich w areszcie. Uznano, że wszystko jest dobrze i tyle to kosztuje. Tymczasem wokół parku narodowego myśliwi zabijają szopy. Odstrzelili ich w analogicznym czasie 4500. Gdyby przyjąć współczynnik aktywistów, to wyszłoby, że myśliwym musimy zapłacić 360 mln zł. Ich usługę otrzymaliśmy prawie za darmo. W każdym razie, gdy ktoś robi coś za darmo, to musi być wrogiem, którego trzeba zohydzić i wyeliminować. Blokuje on bowiem interes. Przecież można analogicznie zarobić na innych projektach w całym kraju. W NGO Lewica ma przewagę 100 do jednego. Teraz dożynają ten jeden procent. Grant dla księdza Michała Olszewskiego na budowę ośrodka pomocy ofiarom przestępstw ma być skandalem, ale 1,6 mln euro za postawienie pułapki na szopa – niekwestionowaną oczywistością. Czyszczą pole, by robić prawdziwy interes.
Tak się robi interesy
Instytut Analiz Środowiskowych opublikował informację na temat szopa pracza w Parku Narodowym Ujście Warty. Jeszcze nie tak dawno dyrekcja parku brała udział w projekcie, za który zapłacono 1,6 mln euro. Jednym z efektów było odłowienie... 80 szopów.