Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Karnkowski
27.01.2026 13:00

System ochrony zdrowia na krawędzi

Wiele wskazuje na to, że 2026 r. będzie rokiem dalszego upadku polskiej państwowej ochrony zdrowia. Upadkiem tym boleśniejszym, że rządowa propaganda sukcesu całkowicie rozjeżdża się z liberalną praktyką. Ta ostatnia nakazuje zmniejszać składki dla bogatszej części społeczeństwa niezależnie od tego, że system traci swą zdolność działania z powodu braku pieniędzy. Rząd się sam wyleczy – można by powiedzieć, parafrazując dawne słowa Jerzego Urbana.

Chciałbym na początek zaproponować małą podroż w czasie. Ostatnie miesiące rządów Platformy Obywatelskiej i PSL przed wyborami w 2015 r. odbijały się szerokim echem w mediach społecznościowych. Portale polityczne były wówczas bardziej niż dziś skonsolidowane z uboższą ofertą, a większość internetowego życia, przynajmniej wśród interesujących się polityką, skupiała się na Twitterze i Facebooku. Nim Błażej Poboży, polityk, ale wówczas jeszcze socjolog, na pierwszym z tych portali społecznościowych sformułował tezę, że kampania 2015 r. była pierwszą, w której decydujący wpływ miały media społecznościowe, zaczęła w nim dominować krytyczna narracja wobec obozu władzy. Na Facebooku każdy niemal wpis i materiał z udziałem polityków PO generował setki krytycznych komentarzy, których większość odnosiła się do niezrealizowanej obietnicy podwyższenia kwoty wolnej od podatku. Swoje zrobiły jednak również obrazy. Jedna ze stron publikowała zdjęcia upadłych zakładów pracy, prowokując pytania o bilans transformacji ustrojowej, dla partii Donalda Tuska będącej jednym z filarów nie tylko politycznej, lecz także i symbolicznej władzy nad Polską i jej debatą publiczną. Na obraz „Polski w ruinie”, który stał się w jakimś stopniu nieformalnym hasłem kampanii PiS, nałożyły się też obrazy regularnie publikowane przez inny profil na Facebooku: „Posiłki w szpitalach”. 

Porcje w szpitalach wołały o pomstę do nieba

Zdjęcia przesyłane przez użytkowników stanowiły obraz nędzy i rozpaczy. Porcje, którymi nie najadłby się nikt, często podane również w urągający godności ludzkiej sposób, a każda opisana datą i miejscem. Napływały z całej Polski, dzień po dniu, jak codzienny raport o upadku państwa, czasem kontrowane jeszcze obrazami z innych krajów. Nierzadko były uzupełniane zdjęciami dokumentującymi inne problemy, takie jak brud w szpitalnych salach i na korytarzach. Do zmian na lepsze łatwo się przyzwyczaić. Treści ze strony przestały mi się przez ostatnie lata wyświetlać, ale ostatnio ponownie zapoznałem się z jej zawartością. Obecnie to po prostu fotografie normalnych posiłków, którymi pacjenci dzielą się w komentarzach: piszą, że nie jest źle, chwalą często kuchnię i personel. PiS przed ostatnimi wyborami wprowadził program „Dobry posiłek w szpitalu”, który znacznie poprawił sytuację, przyznając ogółowi pacjentów stawki dotąd zarezerwowane tylko dla wybranych grup. Obecnie jednak rząd wycofał się z tego programu, równocześnie ograniczając, na razie o 4 zł, stawkę żywieniową dla pacjenta. Z tego, co wynika z lektury strony na Facebooku, zmiana ta jeszcze nie odbiła się mocno na szpitalnym menu, można być jednak pewnym, że to dopiero początek drogi, która zawsze kończy się tak samo: wyprowadzeniem usługi poza szpitale (tak samo jak przed 2015 r. jedzenie w szkołach) – do szukających oszczędności w celu maksymalizacji zysku zewnętrznych firm cateringowych, często zblatowanych z samorządami lub dyrekcjami, co dodatkowo utrudnia realny nadzór i kontrolę jakości ich pracy. Na razie wśród użytkowników widać już mocne wzmożenie agresywnych sympatyków władzy, którzy – po zadaniu neutralnego pytania, czy zmiana stawki wpłynęła już na sytuację pacjentów – reagują agresywnymi uwagami o ludziach, którzy do szpitala idą się najeść, a nie wyleczyć. Znać w tym starą szkołę Joanny Muchy, która przed laty, jeszcze jako polityk PO, oburzyła opinię publiczną słowami o starych ludziach traktujących korzystanie z opieki medycznej jako formę zabijania czasu. Tymczasem dyrektorzy szpitali alarmują, że utrzymanie dotychczasowego poziomu w żywieniu pacjentów będzie po prostu niemożliwe przy obniżce stawki o prawie 20 proc. 

Zamykane oddziały szpitalne i porodówki

W zeszłym roku prezydent zawetował obniżenie składki zdrowotnej, przeciwko któremu protestowało wiele środowisk. W sytuacji potężnej dziury w budżecie NFZ dobrowolne pozbawianie się przez państwo źródeł finansowania wydaje się samobójstwem. Innym pomysłem, forsowanym przez Ryszarda Petru, lecz na szczęście zarzuconym jeszcze wcześniej, było obciążenie gorzej zarabiających wyższymi opłatami niż przedsiębiorców – w imię liberalnie rozumianej „sprawiedliwości dziejowej”, mającej wynagrodzić bogatszym obywatelom skutki podwyżek zaszytych wcześniej w Polskim Ładzie. Jednak pomimo racjonalnej krytyki jesienią zeszłego roku premier Donald Tusk zapowiedział powrót do planów obniżenia składki. Choć na razie nie podjęto w tym kierunku żadnych działań, najwyraźniej idea ta wciąż jest żywa w czasach zamykania kolejnych oddziałów szpitalnych. 

Pod koniec zeszłego roku media pełne były informacji o likwidacjach, zawieszeniach i zabiegach odwoływanych lub przenoszonych na obecny rok z powodu wyczerpania limitów. Nowy rok nie przyniósł poprawy sytuacji, już w styczniu pojawiła się np. informacja o likwidacji dwóch oddziałów w Nowogardzie z powodu odejścia wszystkich lekarzy. Jednak przykładem ekstremalnym jest wcielany już w życie plan likwidacji porodówek. Oficjalnym uzasadnieniem takiej polityki jest zmniejszająca się liczba narodzin dzieci. Polska dawno już spadła poniżej poziomu dzietności, gwarantującego prostą zastępowalność pokoleń. Jest więc faktem, że w wielu rejonach kraju działalność oddziałów położniczych nie ma dziś ekonomicznego uzasadnienia, oczywiście dopóki patrzymy tylko na „suche” liczby i samorządowo-ministerialne wydatki. Jest jednak równie oczywiste, że mamy do czynienia z jedną z dziedzin, w których ograniczenie się do tej jednej płaszczyzny jest nie tylko nieludzkie z punktu widzenia potencjalnych rodzących, lecz także niekorzystne dla przyszłości państwa. Czy świadomość, że poród i tak przecież będący trudnym, choć finalnie szczęśliwym doświadczeniem, może być obarczony dużo większym ryzykiem, sprzyjać będzie podejmowaniu decyzji o posiadaniu dziecka? Czy wręcz przeciwnie – wpłynie na dalszy spadek dzietności? 

20. gospodarka świata bez porodówek

Odpowiedź wydaje się oczywista, ale nie dla każdego. „Polki nie rodzą i nie będą rodzić na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Rozporządzenie nie przenosi porodów na SOR-y, ale tworzy odpowiednio wyposażone pokoje narodzin” – uspokajał niedawno w Sejmie wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. „Zamiast trafić na porodówkę, rodząca kobieta w Leżajsku została przetransportowana na SOR. Decyzję podjął zespół karetki, tłumacząc to zaawansowaną akcją porodową. Lokalny szpital z początkiem roku zamknął oddział położniczy. Jak tłumaczył jej dyrektor, od kilku lat notowano milionowe straty finansowe” – donosił Polsat News zaledwie kilka dni później. Rząd się broni, że systemowa likwidacja porodówek nie skończy się rodzeniem na oddziałach ratunkowych, ponieważ kobiety będą miały do dyspozycji specjalne pokoje. Pojawiły się nawet wyliczenia, z których wynika, że gdyby wszystko zostało przeprowadzone według założeń, koszty utrzymania nowej procedury byłoby wyższe niż te generowane dziś przez oddziały położnicze. 

Rząd buduje swój wizerunek na propagandzie sukcesu, bardzo lubiąc przypisywać sobie zasługi poprzedników. Gdy Polska symbolicznie wchodzi do grupy 20 największych gospodarek świata, a obywatele słyszą o tym od polityków i z przekazów medialnych, to musi rodzić niepokojące pytania: jak to możliwe, że kobiety mają rodzić na SOR-ach? Poprzednio to właśnie rozdźwięk między indywidualnym doświadczeniem a oficjalnym – głoszonym z przekonaniem, choć bez pokrycia – optymizmem doprowadził do radykalizacji nastrojów społecznych, a w efekcie – do zmiany władzy. 
 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane