Oczywiście prezydent elekt został za te słowa wszem wobec potępiony w komentarzach tzw. ekspertów od Kościoła, za których w lewicowych mediach uchodzą zwłaszcza byli księża albo kapłani „otwartego Kościoła”. Dla mnie osobiście stały się świadectwem jego pokory i przekonania, że za chwilę będziemy świadkami zwycięstwa, którego po ludzku rzecz biorąc, nikt się nie spodziewał. Na pewno zaś nie spodziewała się strona przeciwna, co było widoczne chociażby w jej reakcji na pierwszy sondaż.
Słowa wypowiedziane przez Karola Nawrockiego pamiętnego wieczoru stały się świadectwem przekonania, że w chwilach trudnych, przełomowych wiara w Bożą Opatrzność potrafi czynić cuda. Minione sześć miesięcy to były trudne chwile dla człowieka, którego próbowano zniszczyć, wykorzystując do tego aparat państwowy, media i zagraniczne finansowanie. Skala pomówień, fałszywych oskarżeń, hejtu skierowanego w stronę obywatelskiego kandydata i jego rodziny przyjęły niespotykane dotąd rozmiary.
Przekroczyły wszelkie granice przyzwoitości.
Nie byłoby możliwe wytrzymanie tego wszystkiego bez wiary we wspomnianą już Bożą Opatrzność, nie tylko samego kandydata, ale tysięcy Polaków, którzy oprócz pracy organicznej na rzecz wyborów swoim codziennym zaangażowaniem wykuwali zwycięstwo na kolanach, na mszach św. i adoracjach w intencji ojczyzny, z różańcami w ręku. Im więcej było ataków, tym więcej było modlitwy. Na pewno przyjdzie jeszcze czas na pochylenie się nad tą wyjątkową odsłoną minionej kampanii.
Zakończę tę krótką refleksję także słowami Biblii: „Stało się to przez Pana: cudem jest w oczach naszych” (Psalm 118, 23). Nie ustawajmy w modlitwach za Polskę i prezydenta elekta.