Ciekawe, że Kreml nerwowo broni Durowa, który uciekł z Rosji już 10 lat temu, po tym, jak wymuszono na nim sprzedaż państwu jego pierwszego portalu społecznościowego – Wkontaktie. Relacje przebywającego na emigracji Durowa z Moskwą nie są jasne. On sam twierdzi, że kategorycznie odmawia współpracy z rosyjskimi służbami. Wiele jednak wskazuje na to, że emigrant był pod coraz większym naciskiem Kremla, i fakt, że centrala Telegramu jest w Dubaju, nie do końca chronił przed zakusami Moskwy.
Z drugiej strony Telegram znajdował się w polu zainteresowania zachodnich państw, które chcą poddać internet różnego rodzaju regulacjom. Telegram, w którym jest szyfrowana komunikacja i naprawdę wiele można, oskarżony został przez francuską prokuraturę o wspieranie najgorszych przestępstw. Czyżby Durow dokonał wyboru, której stronie lepiej się poddać?