Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
,Krzysztof Karnkowski
03.07.2025 08:31

Splątane losy

Choć taśmy, które usłyszeliśmy dzięki Telewizji Republika, pokazały nam, że wielki konflikt między Romanem Giertychem a Adamem Bodnarem jest w dużym stopniu pozorowany, nie znaczy to wcale, że Bodnar może być pewien swojego stanowiska. To zresztą wyjątkowo ciekawy zwrot akcji. Gdy coraz głośniej mówi się, że ministra sprawiedliwości mógłby zastąpić szef NRA, Przemysław Rosati, Roman Giertych, wcześniej też typowany na to stanowisko, ma swoje własne kłopoty.

Czyżby więc losy tej dwójki, którą długo uważaliśmy za politycznych konkurentów, aż tak bardzo były ze sobą splecione? Bodnara fanatyczni zwolennicy Platformy uważają za nieudacznika, który nie był w stanie przeprowadzić rozliczeń Prawa i Sprawiedliwości. Giertych miał być jego antytezą – bezwzględny, zdeterminowany, niechowający się za legalizmem. Powiedzmy sobie szczerze, że i Bodnar się za nim nie chował, ale rozgrzane „silniczki” widziały to zgoła inaczej. Kajdanki zespolone, założone kilku mniej znaczącym w ich optyce przeciwnikom władzy nie zaspokoiły ich apetytów. Ucieszyła ich oczywiście katorga ks. Olszewskiego i dwójki urzędniczek, ale chcieli zobaczyć w takim samym lub gorszym położeniu inne osoby. Dziś Adam Bodnar sprowadzony został do roli ostatniego spowalniacza nieuchronnego, którym było uznanie wyniku wyborów przez nieuznawaną przez niego, lecz umocowaną w ustawie izbą SN, tą samą, której zawdzięcza mandat senatora. Równocześnie, choć fatalny występ przed SN, gdzie pokazał się jako szybko zgaszony uczeń, trochę to przykrył, ciąży nad nim i jego współpracownikami warszawski dramat. Śmierć dziecka zabranego matce - jak wiele na to wskazuje - zatajona, by koszmarna wiadomość nie wpłynęła na wyniki wyborów prezydenckich. Z wyrokiem sądu, nakazującym umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej nie tylko już po dokonaniu tej czynności, lecz również po śmierci chłopca. Matce współczuję, ministrowi nie zazdroszczę. On, przed nieuznawanym przez siebie sądem walczył o polityczne życie i niewiele wskazuje na to, by walkę tę wygrał. Ale czy jego domniemany antagonista jest w lepszej sytuacji? Nie. Karkołomne hipotezy Giertycha ośmieszyły powyborczą narrację Platformy równie mocno, jak wcześniej uderzyło w nią przywołanie przez Tuska skompromitowanego Jacka Murańskiego. Roman Giertych de facto zneutralizował i ośmieszył wszelkie tezy o wyborczych fałszerstwach, w czym pomogli mu jeszcze zainspirowani jego zachowaniem mocno subiektywni eksperci. To z jego działaniami wiązane jest sondażowe tąpnięcie Platformy, to o nim mówią jako o osobie szkodzącej i koalicji, i Polsce nawet partyjni koledzy. Oczywiście przez lata polska polityka była przystanią dla wielu skompromitowanych osób i odejść z niej było trudniej, niż wejść. Nie jest więc pewne, czy obu panów pożegnamy i czy stanie się to szybko. Wiele jednak wskazuje na to, że obaj swój najlepszy czas w politycznej orbicie Donalda Tuska mają już za sobą. Więc jednak wspólnota losu?  

Reklama