Aż trudno uwierzyć w to, że nie znalazł przyjaznej duszy, czy to w poprzedniej pracy u Tomasza Lisa, czy teraz wśród sobie podobnych. Już widzę miny jego kolegów, to niedowierzanie w ich oczach, kiedy opowiada o ludziach, którzy ze sobą rozmawiają, śmieją się, a nawet wspólnie śpiewają. To świat, jakiego nie znają. Mogą całą noc biegać po pociągu, podsłuchiwać, nagrywać, robić zdjęcia, ale i tak niczego nie zrozumieją. Dociera do nich tylko to, co usłyszą od takich jak oni.