Znając jednak „pracowitość” Donalda Tuska, można się spodziewać, że jego aktywność w kampanii prezydenckiej kandydatki Koalicji Obywatelskiej ograniczy się do dwóch, może trzech spotkań i… wielu twitterowych wpisów. Wszystko po to, aby potem w razie prawdopodobnej porażki popieranej przez siebie uśmiechniętej pani Małgorzaty nie musieć świecić oczami. Jego taktyka jest prosta – nie dopuścić, aby ktokolwiek z opozycyjnych polityków zanadto wyrósł ponad innych przeciętniaków. I taka taktyka już od przeszło pięciu lat, czyli od wyjazdu Tuska do Brukseli w celu objęcia stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej, jest bardzo skuteczna. I w ciągu najbliższych miesięcy raczej się nie zmieni. Pan Donald musi się przecież wciąż czuć bardzo potrzebny.