Znienawidzony przez lewicę na Półwyspie Apenińskim i w całej Unii, był lubiany przez Włochów za niewyparzony język, za zerwanie z polityczną poprawnością. To on przecież powiedział o wiceprzewodniczącym europejskich socjalistów, późniejszym szefie europarlamentu, Niemcu Martinie Schulzu, że ten mógłby zagrać rolę… kapo w filmie o wojnie! Stracił w oczach wielu z powodu przyjaźni z Putinem i zbliżenia Włoch do Rosji – choć tu akurat robił dokładnie to samo, co Berlin i Paryż. Starał się prowadzić samodzielną politykę gospodarczą, nie ulegając naciskom Brukseli i dlatego pod presją UE oraz jej dwóch największych państw jego trzeci rząd został zmuszony do dymisji (tę samą operację w ostatnim czasie próbowano powtórzyć w Polsce, ale bez skutku…). Berlusconi walczył z unijnym establishmentem, ale w kwestii Moskwy był, niestety, jego częścią.