Do ewakuacji obu panów doszło po prostu dlatego, że poseł Sienkiewicz chciał przekazać jakieś bardzo istotne informacje na temat ich partyjnego kolegi, senatora Krzysztofa Brejzy, którego miał dotknąć... Pegasus.
Widać, ten Pegasus jest wysoce zaraźliwy. Najwyraźniej nie ustrzegł się przed nim i sam Sienkiewicz. Kiedyś tego typu niedomaganie, skutkujące chwiejnością kroku, nazywano „chorobą filipińską” lub „pourazowym zespołem przeciążeniowym goleni prawej”.
Dziś życie w ogromnej mierze toczy się w cyberprzestrzeni, poszło więc po układach scalonych. Stąd zamieszanie w systemie. Zapewne też nieoczekiwanym skutkiem rozprzestrzeniania się Pegasusa jest awantura w Senacie. Wszak marszałek Grodzki, powszechnie znany z ogromnej życzliwości do ludzi, nigdy w życiu by nie dopuścił, by w podległej mu instytucji kogokolwiek mobbingowano.
Ale cóż... Okropny Pegasus...