Zacznijmy od fatalnych dla rządzących wiadomości. Lipcowe badanie CBOS wskazuje na dalsze, pogłębiające się pogorszenie społecznych ocen rządu Donalda Tuska, obejmujące już wszystkie podstawowe wskaźniki. Działalność gabinetu dobrze ocenia obecnie zaledwie 30 proc. badanych. To o 3 pkt proc. mniej niż w czerwcu i aż o 10 pkt proc. mniej niż w kwietniu. Ocen negatywnych jest natomiast 58 proc., czyli o 4 pkt proc. więcej niż przed miesiącem i o 11 pkt proc. więcej niż w kwietniu.
Rząd popiera już tylko 29 proc. respondentów, przy 48 proc. jego zdecydowanych przeciwników. Oznacza to wyrównanie najgorszych wyników tej kadencji, odnotowanych wcześniej odpowiednio we wrześniu i w lipcu 2025 r. Z kolei do poziomu 31 proc. spadło zadowolenie z Donalda Tuska jako premiera, natomiast niezadowolenie wzrosło do 58 proc. – zaledwie punkt poniżej dotychczasowego rekordu.
Skala regresu jest tym bardziej wymowna, że ustępujący po przegranych wyborach rząd Mateusza Morawieckiego miał w listopadzie 2023 r. lepsze wyniki we wszystkich porównywanych kategoriach: 40 proc. dobrych ocen działalności, 32 proc. zwolenników i 36 proc. zadowolonych z premiera, przy odpowiednio niższych odsetkach ocen krytycznych. Nie jest to więc jedynie chwilowe wahnięcie, lecz trwająca od kwietnia br. konsekwentna erozja poparcia, która sprowadziła gabinet Tuska do najniższych lub niemal najniższych poziomów w całej kadencji.
Tuskowi zależy na kłótniach w PiS
Przywołana liczba zwolenników gabinetu każe sceptycznie patrzeć na sondaże dające Koalicji Obywatelskiej ponad 30 proc., a całemu obozowi władzy – niekiedy nawet łącznie o 10 pkt proc. więcej.
Na dokładkę warto spojrzeć na niedawny sondaż Wirtualnej Polski, z którego wynika, że mniej niż jedna czwarta Polaków wierzy, iż po kolejnych wyborach ta sama ekipa stworzy następny rząd. Przeciwnego zdania jest sześciu na dziesięciu ankietowanych.
Tymczasem w weekendowych pasmach, które telewizje poświęcają debatom z politykami, nagle pojawili się dodatkowi przedstawiciele strony przeciwnej rządowi Donalda Tuska. I choć jest oczywiste, że to wzmocnienie opozycji wynika z chęci podgrzewania konfliktu wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości, to w sytuacji pełnego podziału pozwala ono zwiększyć pulę czasu antenowego dla przeciwników koalicji 13 grudnia. Zwłaszcza jeśli dawnym partyjnym kolegom uda się opanować emocje i działać zgodnie z powtarzanymi deklaracjami, że dla obu frakcji – a być może już wkrótce obu ugrupowań – prawdziwy przeciwnik znajduje się gdzie indziej.
Dawid Kacprzyk wciąż nie został przesłuchany. Instytucje państwa bardziej interesują się najgłośniejszym sygnalistą z jego sprawy, mniej mówi się także o szokującej historii prosektorium w Warszawskim Szpitalu Południowym. Tymczasem sama afera nie tylko medialnie żyje, ale wręcz powiela się w kolejnych ośrodkach ochrony zdrowia, co również będzie wpływać na poparcie dla obozu władzy. Wystarczy wspomnieć o niezaopiekowanej kobiecie, której na SOR Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego podano… paracetamol. 61-latka po kilku godzinach zmarła na ostry zawał, a przyjmował ją Dawid Kacprzyk – ujawniło Zero.pl.
W Poznańskim Ośrodku Specjalistycznych Usług Medycznych pracownica rejestracji, wspierana przez OZZ Inicjatywa Pracownicza, ujawniła, że osoby związane z władzami Poznania i miejskimi spółkami miały być zapisywane do lekarzy poza kolejnością. Przy ich nazwiskach miały pojawiać się oznaczenia „VIP” lub „Urząd Miasta”. Według informatorki część pacjentów czekała na wizyty kilka dni, podczas gdy inni – miesiącami, a nawet latami.
Dyrekcja POSUM i władze miasta zaprzeczają tym zarzutom. Utrzymują, że pracownica sama wprowadziła oznaczenia „VIP”, wykonała zrzuty ekranu i przekazała je mediom. Odebrano jej dostęp do systemu, zakończono z nią współpracę i złożono zawiadomienie do prokuratury dotyczące ujawnienia danych pacjentów oraz przekroczenia uprawnień.
Nie tylko Szpital Południowy
Z kolei w Miejskim Centrum Medycznym w Piasecznie byli pracownicy informowali, że w latach 2024–2025 część lokalnych samorządowców kontaktowała się bezpośrednio z dyrekcją, sekretariatem lub personelem, z pominięciem standardowej rejestracji. Kontakty te miały służyć uzyskiwaniu wcześniejszych wizyt, skierowań, badań oraz recept. Była pracownica rejestracji twierdziła, że otrzymywała polecenia zapisywania radnych poza kolejnością.
Była dyrektor placówki Gabriela Stradomska oświadczyła natomiast, że na przełomie 2024 i 2025 r. informowała o takich praktykach burmistrza Piaseczna Daniela Putkiewicza i jego zastępczynię. Burmistrz utrzymuje, że nie pamięta takiego zgłoszenia.
Mazowiecki oddział NFZ rozpoczął kontrolę placówki, obejmującą dostęp pacjentów do świadczeń w latach 2024–2025.
Do funduszu wcześniej wpływały skargi dotyczące m.in. rejestracji, dostępności wizyt i wizyt domowych.
Przypomnijmy, że po drodze KO w najgorszy z możliwych wizerunkowo sposób ucięła sprawę przebadanej poza kolejnością w szpitalu w Żywcu posłanki Małgorzaty Pępek.
Cały czas pojawiają się informacje o kontrowersyjnych zarobkach lekarzy oraz praktyce rozliczania niemożliwej do wykonania liczby zabiegów. Obiecywana reforma tymczasem już zaczyna budzić kontrowersje. Okazuje się bowiem, że z limitów płacowych zwolnieni mieliby zostać lekarze koordynatorzy. Koordynatorem był... Dawid Kacprzyk.
Kosmetyczki z pieniędzy podatników
Burzę wywołała umowa zawarta przez Kancelarię Senatu z zewnętrzną firmą na „przygotowanie do wystąpień publicznych i medialnych” marszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, obejmująca w praktyce usługi fryzjerskie, kosmetyczne i wizaż. Maksymalna wartość umowy przekracza 20 tys. zł, a kontrakt obowiązuje od 1 lipca 2026 r. do 31 stycznia 2027 r.
Kancelaria Senatu wyjaśniła, że jest to umowa ramowa, która nie zobowiązuje do wykorzystania całej zapisanej kwoty, a płatności będą dokonywane wyłącznie za faktycznie wykonane usługi. Według odpowiedzi udzielonej Onetowi do 23 lipca nie wydano w jej ramach żadnych środków. Usługi mają być zamawiane jedynie przy najważniejszych uroczystościach państwowych, wydarzeniach organizowanych w Senacie i poza nim oraz podczas spotkań międzynarodowych najwyższego szczebla. Przy okazji zwykłych wywiadów medialnych marszałek korzysta z usług wizażystów zatrudnianych przez poszczególne redakcje – brzmiało tłumaczenie ludzi marszałek.
Kidawa-Błońska od czasu fatalnej dla niej kampanii prezydenckiej pozostaje dla KO obciążeniem wizerunkowym. Dziś, mimo że konstytucyjnie jest trzecią osobą w państwie, w przekazach medialnych pojawia się znacznie rzadziej niż choćby uwielbiający błyszczeć w mediach jej poprzednik Tomasz Grodzki.
Po aferze w Warszawskim Szpitalu Południowym weszliśmy w etap, w którym rządzącej partii szkodzić może praktycznie wszystko. Owszem, dzieje się to dość późno. Wcześniej spodziewano się przecież podobnego efektu po aferze pedofilskiej w Kłodzku. Dziś sytuacja wygląda już nieco inaczej. Lepiej późno niż wcale.