Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin  Herman
19.06.2023 14:25

Rośnie napięcie przed szczytem NATO

W dniach 11−12 lipca odbędzie się szczyt NATO w Wilnie. Wiele wskazuje na to, że będzie on historyczny. Problem w tym, że nie wiemy, czy w pozytywnym, czy w negatywnym sensie. W zasadzie wszystkie kraje Sojuszu, może poza Węgrami, wypowiedziały się, że są za przystąpieniem Ukrainy do NATO. Jest jednak zastrzeżenie – musi zakończyć się wojna na Ukrainie, czyli Ukraina musi wygrać. Cóż, szkoda, że tak jednoznaczne nie było NATO w 2008 r. Gdyby wtedy podjęto decyzję o akcesji Ukrainy (i Gruzji) do Sojuszu, nie byłoby wojny w Europie.

Mamy jednak rok 2023 i jest, jak jest. Biuro prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego dało już parę tygodni temu do zrozumienia, że Zełenski nie przyjedzie do Wilna, jeżeli nie będą tam podjęte ważne dla Ukrainy decyzje.

Wariant RFN...

Trwają więc coraz bardziej intensywne dyplomatyczne rozmowy, zabiegi, ucieranie stanowisk, lobbing co do tego, co może NATO zaproponować obecnie Ukrainie. Stawka jest duża. Jeśli NATO nic nie zaproponuje, tylko swoje propozycje złożą poszczególne kraje Sojuszu, będzie to słusznie odebrane jako dowód podziału i słabości Zachodu, tak jak w 2008 r., gdy pod naciskiem Francji i Niemiec nie przyznano Ukrainie i Gruzji tzw. MAP (Membership Action Plan – planu na rzecz członkostwa).

Czy Ukraina dostanie teraz MAP? To trudne do wyobrażenia podczas wojny, ale nie niemożliwe. Z doniesień mediów amerykańskich, m.in. „The New York Timesa” czy „The Wall Street Journal”, wynika, że na stole są też inne warianty. Na przykład wariant RFN. Niemcy Zachodnie, jak wiadomo, zostały przyjęte do NATO, mimo że istniało NRD, czyli w zasadzie strefa okupacyjna ZSRS. Tylko trudno sobie wyobrazić, że Ukraina zgodzi się na zamrożenie konfliktu wzdłuż „trwałej linii podziału” w zamian za obietnicę przyjęcia do NATO w przyszłości. Zamrożenie konfliktu i oczekiwanie na ratyfikację akcesu Ukrainy przez państwa członkowskie (kiedy to z pewnością Rosja nie będzie bezczynna i wykorzysta swoje różne nieformalne i formalne aktywa – patrz niżej: przypadek Szwecji) to w zasadzie pewna druga inwazja rosyjska. Wtedy tym bardziej Ukrainy nikt by do NATO nie przyjął.

Wariant izraelski

Kijów zatem woli mówić o twardych gwarancjach bezpieczeństwa na czas, gdy jeszcze Ukraina nie będzie członkiem NATO. Na przykład Finlandia i Szwecja dostały gwarancje bezpieczeństwa od USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Danii, Norwegii czy Polski na czas, gdy trwa proces akcesyjny (w przypadku Szwecji wciąż trwa, o czym poniżej). Zobowiązały się bronić tych krajów tak jak innych krajów NATO w przypadku rosyjskiej agresji.

W przypadku Ukrainy dziś nikt czegoś takiego nie zaryzykuje. Dlatego mowa jest o wariancie izraelskim. Według mediów mają go promować były szef NATO Duńczyk Anders Fogh Rasmussen oraz prezydent Polski Andrzej Duda. Z doniesień medialnych wynika, że Rasmussen został niejako „wynajęty” przez Ukrainę właśnie w tym celu. Wariant izraelski polegałby na nieprzyjmowaniu Ukrainy do NATO, bo prowadzi wojnę (tak jak Izrael prowadzi przez większość swojego istnienia wojny), ale jednocześnie na zapewnieniu Ukrainie na zasadzie stałej strukturalnej umowy dużego wsparcia militarnego oraz transferu technologii, i to w obie strony. Na takiej zasadzie, jak USA wspierają Izrael. Tym rozwiązaniem na czas wojny, a może dłużej (jeśli to się sprawdzi), byłaby, jak wynika z przecieków, zainteresowana Ukraina. W zeszłym tygodniu „The New York Times” znowu napisał o wariancie izraelskim, twierdząc, że coraz bardziej przychyla się do niego administracja USA. Zdaje się to potwierdzać sobotnia wypowiedź prezydenta Joego Bidena, że nie zgadza się, by łagodzić bariery przystąpienia Ukrainy do Sojuszu. A wiadomo, że USA mają najwięcej do powiedzenia w NATO.

Rasmussen bardzo ostro naciska na to, aby szczyt NATO przyniósł konkretną i mocną ofertę dla Ukrainy. Wręcz powiedział, że jeżeli NATO nie podejmie w Wilnie wiążących decyzji, niektóre kraje NATO mogą wysłać wojska na Ukrainę. Wymienił w tym kontekście Polskę i kraje bałtyckie. Brzmi to bardzo poważnie. Raczej trudno mimo wszystko to sobie dziś wyobrazić, prawdopodobnie to element nacisku ze strony negocjatora Rasmussena oraz ostrzegania, jak poważna jest sytuacja. Tak czy inaczej, skoro rację ma z kolei „The New York Times”, nacisk wydaje się działać.

Kontrofensywa a szczyt NATO

Zachodni stratedzy coraz bardziej sobie uświadamiają, że w kolejnych dekadach XXI w. nie ma mowy o neutralnej Ukrainie. Nie chodzi nawet tylko o powstrzymywanie Rosji. Chodzi o coraz bardziej widoczne zagrożenie konfrontacją z agresywnymi Chinami. Duży, neutralny kraj w środku Europy byłby czynnikiem destabilizacyjnym. A Ukraina z silną i doświadczoną armią w NATO albo ściśle związana z NATO to byłoby znaczne wzmocnienie siły Zachodu w tej konfrontacji.

Wszystkie te zabiegi dzieją się na tle rozpoczętej ukraińskiej kontrofensywy, o której niewiele wiemy, embargo informacyjne nałożone bowiem przez dowództwo ukraińskie okazuje się bardzo szczelne. Wiadomo tylko, że to wstępna faza, Ukraińcy dopiero przygotowują pole walki przed głównym uderzeniem (ostatnio przyznał to kolejny ważny polityk i ekspert – prezydent Czech Petr Pavel, emerytowany generał), ale już posunęli się średnio 1 km na całej linii frontu.

Partnerzy zachodni nie oczekują od Ukrainy błyskawicznych sukcesów. Zamiast tego wręcz wyrażają pewną satysfakcję co do obecnego stanu rzeczy. Podczas ostatniego spotkania w formacie Ramstein szef Pentagonu Lloyd Austin powiedział, że zrzeszone w tym formacie kraje będą wspierać Ukrainę i pomagać jej zastępować utracony sprzęt. Wręcz stwierdził, że rosyjska propaganda wyolbrzymia straty ukraińskie, pokazując, jak się wyraził, tysiące razy te same kilka sztuk zniszczonego sprzętu zachodniego z wielu ujęć. Mocne słowa jak na tak wysoki szczebel.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział, że im większe będą sukcesy militarne Ukrainy, tym silniejsza będzie jej pozycja przy stole negocjacyjnym. Podkreślił przy tym, że Ukraina robi postępy w kontrofensywie. Zapewnił, że szczyt NATO wypracuje środki wsparcia wojskowego Ukrainy w broń i amunicję.

Co z tą Szwecją

Ale nie tylko o Ukrainę toczy się gra w związku ze szczytem w Wilnie. Z doniesień medialnych wynika, że żmudne są uzgodnienia i prace nad wzmocnieniem potencjału obronnego Sojuszu w Europie. Każdy się zgadza, że trzeba go wzmocnić, ale gdy dochodzi do konkretów, różne kraje różnie widzą swój wkład.

No i jest kwestia Szwecji. Wydawało się, że po wygranych wyborach prezydent Erdogan złagodzi kurs i Turcja w końcu ratyfikuje członkostwo Szwecji. Jednakże powiedział, że Szwecja nie powinna mieć wielkich oczekiwań co do szczytu. Jedyna różnica jest taka, że przestał poruszać temat spalenia Koranu, do którego doszło na antytureckiej demonstracji w Sztokholmie w styczniu (podejrzanej, bo można się było dopatrzeć w niej śladu rosyjskiego). Jednakże wciąż podnosi temat rzekomego wspierania przez Szwecję Kurdów, którzy według Turcji są terrorystami. W przypadku Szwecji pojawia się również wątek rosyjski. Oto bowiem Thomas Nilsson, nowy szef Szwedzkiej Służby Wywiadowczej (MUST), w swym pierwszym wywiadzie dla portalu SVT powiedział wprost, że Rosja przeznacza znaczne środki na powstrzymanie procesu akcesji Szwecji do NATO. – Widzieliśmy różne przykłady, które interpretujemy jako działania pochodzące z Rosji jako podmiotu państwowego. Niektóre rzeczy są robione na własną rękę, inne za pośrednictwem pełnomocników – stwierdził. 

Na niespełna miesiąc przed szczytem widać więc, że praca dyplomatyczna i wojskowa wre. Nie możemy mieć jednak wciąż pewności, ile dobrego, i czy w ogóle coś naprawdę dobrego, z tego wyniknie. Bo jeśli nie wyniknie, świat może stać się jeszcze bardziej niebezpiecznym miejscem. Bądźmy jednak dobrej myśli, bo efekty szczytu w Wilnie to wciąż sprawa otwarta.


Autor jest dziennikarzem TV Biełsat
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE