Prawdę mówiąc, nie wszyscy z naszego obozu też byli o tym przekonani. Czy teraz, po ogłoszeniu przez Rosję zamiaru umieszczenia broni jądrowej na Białorusi, nie jest dobry moment, aby to uczynić? Kreml gra kartą broni atomowej od dawna. Z jednej strony nakręca zachodnie ruchy pacyfistyczne (w praktyce politycznej: prorosyjskie), z drugiej uderza w miękkie podbrzusze elit Zachodu, przestrzegając przed „eskalacją konfliktu”. Dla Putina brak eskalacji to możliwość posuwania się naprzód – i o to w tej grze chodzi. Polskiej opinii publicznej trzeba wyraźnie powiedzieć, że nasz kraj jest zagrożony nie tyle potencjalną bronią jądrową, ile już przygotowanymi do odpalenia rosyjskimi rakietami (choćby z terenu Królewca i jego obwodu). „Nuklearną” zapowiedź Moskwy trzeba wykorzystać do zwiększenia determinacji Zachodu. W ten sposób zabierzemy Rosji ważną kartę w tej rozgrywce – kartę strachu.
Ryszard Czarnecki