Pewnie nadal liczą, że Donald Tusk, nazwany wszak ich człowiekiem w Warszawie, zdoła przy pomocy niezbyt rezolutnej Brukseli przejąć ostatecznie władzę w kraju. To czynnik konieczny, by odciąć Ukrainę od zaopatrzenia i ostatecznie zmusić ją do akceptacji ruskiego miru. Rząd Platformy już raz się w tej roli sprawdził – w 2014 r., gdy po wybuchu wojny przez miesiące nie można było przewieźć przez granicę nawet kamizelek kuloodpornych. Chciałbym, żeby było inaczej i wybór w Polsce był mniej zero-jedynkowy. Niestety rzeczywistość jest, jaka jest. Może Tomasz Piątek napisać jeszcze 50 tomów swoich wynurzeń, a i tak nie zmieni to resetu z Rosją Putina. Z powodu działań opozycji dziś strony barykady są dwie. Po jednej są ludzie od transferowych rubli, od współpracy i przyjaźni polsko-rosyjskiej, od przekopywania ziemi na metr w głąb w Smoleńsku i od innych kłamstw wymyślanych przez dekady. Po drugiej jest normalna Polska. Wybór jest prosty.