O groźbie rosyjskiego zamachu stanu w Mołdawii (której część Rosja okupuje od lat 90.) mówiły też wcześniej administracje USA i Ukrainy. Co do wspomnianych Serbii i Czarnogóry – cały scenariusz łudząco przypomina udaremnioną próbę zamachu stanu w Czarnogórze w 2016 r. Zakładała on obalenie, a może nawet zabicie prezydenta Mila Đukanovicia i udaremnienie wstąpienia Czarnogóry do NATO. Rosja jest taka przewidywalna w swoim szaleństwie… Zwłaszcza że jeszcze sam minister spraw zagranicznych Putina Siergiej Ławrow parę dni temu nazwał Mołdawię „następną Ukrainą” i zaatakował osobiście Maię Sandu, sugerując, że ta chce zlikwidować Mołdawię i włączyć ją do Rumunii. Nie ma więc nawet elementu zaskoczenia. To daje nadzieję, że z rosyjskich planów wobec Mołdawii nic nie będzie.
Rosja jest przewidywalna w swoim obłędzie
Prezydent Mołdawii Maia Sandu potwierdziła, że Rosja planuje przeprowadzić w jej kraju zamach stanu i przejąć nad nim kontrolę. Zamach mieliby przeprowadzić miejscowi zwolennicy Rosji (a w Mołdawii, trzeba pamiętać, mieszka też mniejszość rosyjska) oraz wysłani najemnicy, nie tylko z Rosji i Białorusi, lecz także Serbii i Czarnogóry.