Czy może być coś bardziej haniebnego w państwie niepodległym? Deprawatorzy, „ręce precz od naszych dzieci”, przestrzegają zebrani w ostatnią niedzielę w Warszawie. Będzie ich coraz więcej, bo u nas nigdy nie pozwolono na niszczenie mentalności młodych Polaków w szkołach. Opłacani cudzymi pieniędzmi fałszywi mentorzy nie triumfowali. W polskich rodzicach zawsze narastały gniew i sprzeciw. Obrona dzieci przed kłamstwem była zadaniem, które Polacy wypełniali. Tak będzie i dziś. Bo to oni są „ekspertami” od własnych dzieci, oni mają misję, w której nikt ich zastąpić nie może. Kiedy wołają: „Deprawacja to nie edukacja”, ich głos jest obowiązujący, a nie urzędnika, który wymachuje tęczową flagą. Broniąc dzieci, bronimy miejsca, gdzie są bezpieczne, rodziny. I w ten sposób najskuteczniej bronimy Polski.