Pierwsze sygnały dotyczące najbliższych miesięcy polskiej gospodarki nie są optymistyczne. W najgorszym scenariuszu mogą nas czekać 5-proc. spadek PKB i kilkunastoprocentowe bezrobocie. Źródłem kryzysu jest oczywiście epidemia koronawirusa. Walka z nią wiąże się z zamknięciem wielu sklepów i zakładów usługowych. Ale nawet gdybyśmy pozostawili galerie handlowe czy kina otwarte, to i tak musielibyśmy liczyć się z kryzysem. Głównie dlatego, że w kryzys wpadają kraje Europy Zachodniej.
A to one są głównymi partnerami gospodarczymi naszego kraju. Francuzi czy Niemcy mogą wkrótce kupować mniej polskich produktów. Oznacza to dla nas duży problem.
Jednak można ten problem rozwiązać.
Uzależnieni od zagranicy
Eksport stanowi 55 proc. polskiego PKB. Dla porównania, w USA eksport stanowi tylko 12 proc. PKB, a w Chinach niecałe 20 proc. PKB. Jesteśmy bardzo uzależnieni od handlu z zagranicą. 80 proc. naszego eksportu idzie do krajów Unii Europejskiej. Najwięcej, bo ponad 27 proc., do Niemiec. Stan polskiej gospodarki jest więc w bardzo dużym stopniu uzależniony od stanu gospodarki naszych partnerów handlowych, przede wszystkim Niemiec. Jeśli gospodarka naszego zachodniego sąsiada wpadnie w tarapaty, to bardzo mocno się to na nas odbije. Nasz dobrobyt zależy więc w dużym stopniu od czynników, na które mamy niewielki lub zgoła nie mamy żadnego wpływu.
Nie jesteśmy przecież w stanie wpływać na decyzje dotyczące niemieckiej gospodarki.
Taki stan rzeczy jest pochodną zarówno decyzji podejmowanych w okresie transformacji ustrojowej, jak i przynależności do Unii Europejskiej. Na początku lat 90. zdecydowano, żeby szeroko otwierać się na handel międzynarodowy. Polska włączyła się w handel europejski, ale też mocno się od niego uzależniła. Nasz kraj stał się podwykonawcą przede wszystkim niemieckiego przemysłu i od popytu naszych sąsiadów zaczęły zależeć dochody wielu Polaków. Po wejściu do Unii Europejskiej jeszcze bardziej pogłębiło się nasze uzależnienie od handlu z Europą. Unia Europejska oddziela się od reszty świata wysokimi barierami celnymi, co utrudnia nam handel chociażby z Azją.
Uzależnienie od handlu zagranicznego nie jest zmartwieniem tylko Polaków. Jeszcze bardziej uzależnione od eksportu są Słowacja (eksport o wartości prawie 100 proc. PKB), Węgry (85 proc. PKB), Czechy (prawie 80 proc. PKB, z tego 1/3 przypada na Niemcy), Estonia (prawie 75 proc. PKB) czy Litwa (75 proc. PKB). Większość krajów naszego regionu jest zależna od handlu z krajami Europy Zachodniej, przede wszystkim z Niemcami. Znaczną część tego handlu stanowi podwykonawstwo niemieckiego przemysłu, dlatego trudno by było krajom naszego regionu zastąpić Niemcy jako najważniejszego partnera handlowego. Sytuacji nie ułatwia też przeniesienie znacznej części kompetencji dotyczących zagranicznej polityki handlowej w ręce Brukseli.
Kto będzie samowystarczalny gospodarczo?
Epidemia koronawirusa spowodowała, że na kraje zależne od handlu zagranicznego padł strach. Łańcuchy produkcji zaczynają się sypać, a przede wszystkim zaczyna spadać popyt na towary i usługi na świecie. Wiele dużych krajów zamierza ratować swoich przedsiębiorców, ograniczając handel z zagranicą. USA pod rządami Donalda Trumpa już wcześniej chciały ograniczać import, m.in. z Niemiec. A ograniczenie niemieckiego eksportu do USA może wpływać również na kraje naszego regionu jako podwykonawców niemieckiego przemysłu. Jeśli Amerykanie nie kupią niemieckiego samochodu, to stracą nie tylko koncerny niemieckie, lecz także współpracujące z nimi polskie firmy.
Pandemia przyspiesza zmiany na świecie, które i tak toczyły się od pewnego czasu. Wysoka fala globalizacji z przełomu wieków zaczyna się powoli cofać. Wiele krajów planuje przenoszenie produkcji z powrotem do siebie. W najbliższym czasie wiele większych gospodarek, takich jak USA czy Chiny, może próbować budować systemy oparte na samowystarczalności gospodarczej. Oczywiście handel międzynarodowy nie upadnie, zwłaszcza w krótkim okresie. Nawet największe gospodarki nie będą w stanie całkowicie zrezygnować z handlu z resztą świata. Ale z pewnością światowa produkcja przemysłowa nie będzie już tak zglobalizowana i rozrzucona po różnych krajach świata jak teraz.
Co w nowej sytuacji mają zrobić kraje, takie jak Polska, które od handlu międzynarodowego były uzależnione? Teoretycznie próbować tworzyć gospodarkę bliską samowystarczalności może Unia Europejska. Ale nie jest to dla nas dobry wariant. Po pierwsze i tak nie zmieniłoby to znacząco naszej sytuacji, w której jesteśmy uzależnieni od Niemiec. Po drugie Europa dzisiaj jest kontynentem mało dynamicznym i innowacyjnym, co może sprawić, że próba budowy europejskiej samowystarczalności będzie mało efektywna. Jednak już dzisiaj widać, że poszczególne kraje Europy zamierzają budować samowystarczalność nie tyle w ramach UE, ile w ramach własnych gospodarek.
Własne wyjście
Jak więc Polska może poradzić sobie z nową sytuacją? Nasz kraj nie jest w stanie szybko uniezależnić się od handlu zagranicznego. Jednak sami Polacy mogą pomóc polskim przedsiębiorcom. Mogą to zrobić niemal codziennie, robiąc zakupy. Przede wszystkim mogą na cel zakupów wybierać targi i polskie sklepy. Kiedy wybierzemy się już jednak do supermarketu którejś z zachodnich sieci, starajmy się wkładać do koszyka przede wszystkim polskie produkty. Kupując meble, sprzęt AGD czy ubrania, też powinniśmy wybierać polskich producentów. Planując wakacje albo wypad na narty, możemy częściej niż Morze Śródziemne i Alpy brać pod uwagę Bałtyk i Tatry.
Kwestia kupowania polskich produktów ma fundamentalne znaczenie dla nas wszystkich. Kryzys wywołany epidemią koronawirusa uderzy w wielu polskich przedsiębiorców.
Aby ratować rodzime firmy przed bankructwem, a pracowników przed bezrobociem, nie wystarczą tylko programy pomocowe rządu. Każda złotówka, którą zostawiamy w sklepie, idzie do jakiegoś przedsiębiorcy. Może ona iść do Niemiec i dzięki niej jakiś Niemiec nie zamknie firmy i nie pozostawi pracowników na bruku. Może iść też gdzieś do Polski i przedsiębiorca ze Słupska bądź Tarnowa nie zamknie fabryki i nie zostawi na bruku polskich pracowników. Ten przedsiębiorca, na którego przeznaczyliśmy naszą złotówkę na zakupach, przekaże w podatku środki do naszego budżetu na polskie szkoły i polskie szpitale, a jego pracownicy być może niedługo kupią nasz produkt lub usługę.
Nie zawsze da się jednak kupić produkty polskiego pochodzenia. Nie kupimy polskiego smartfona czy samochodu. Jednak sukcesywnie wspierając polskich przedsiębiorców swoimi zakupami, możemy wspierać ich w ekspansji na nowe rynki i zwiększaniu innowacyjności. Tylko skupiając się na własnej produkcji, możemy przesuwać się po kolejnych ogniwach łańcucha produkcji. Podobną strategię wspierania własnego biznesu stosowały wszystkie kraje, które dzisiaj są liderami nowoczesnych technologii – Japonia, Tajwan, Korea Południowa czy Chiny. A w ostateczności, jeśli jakieś dobro nie jest produkowane w Polsce, zawsze można rozejrzeć się po krajach naszego regionu, będących w sytuacji podobnej do naszej. W końcu dobre samochody są produkowane chociażby w Czechach czy w Rumunii.