Władze Niemiec muszą jakoś uratować swój sprawny, ale przegrywający wyścig technologiczny przemysł. Kupcy na jego produkty są, ale w Ameryce Południowej. Ta chętnie się przed nimi otworzy, ale coś za coś. Europa wchłonąć ma tanią, ale też gorszą jakościowo i nie spełniającą wyśrubowanych norm żywność z takich państw, jak Brazylia, Argentyna, Paragwaj i Urugwaj. Rolnictwo polskie, francuskie czy hiszpańskie nie ma w tym nierównym pojedynku szans. Polskie nie ma tych szans podwójnie, bo ignorując polskie stanowisko, na sam koniec naszej pożal się Boże prezydencji, zawarto rujnująca dla nas umowę z Ukrainą. Nim dopłynie mięso z Argentyny, przyjedzie zboże od naszych wschodnich sąsiadów, zebrane ukraińskimi rękami, ale dla niemieckiego czy holenderskiego właściciela.
Przed umową z Mercosur ostrzegali rolnicy i politycy prawicy. Sprzeciwiali się jej też politycy PSL, jeszcze kilka dni temu zapowiadając, że nie dopuszczą do jej zawarcia. Co innego mówiono w kraju, co innego w Brukseli, to niestety nic nowego. Nie stworzono mniejszości blokującej, zadowalając się mglistymi obietnicami jakiegoś specjalnego traktowania, całkiem, jak wcześniej w sprawie paktu migracyjnego. Można być pewnym, że finalnie zostaniemy z niczym.
Oczywiście kuszące jest, by uznać, że tak naprawdę nic nam nie grozi, rząd i komisarze zadbają o interesy wszystkich, rolnik będzie syty i przemysłowiec cały. Jednak nawet jeśli komentarze krytyków rządu, takich, jak Jacek Saryusz-Wolski uznać za motywowane politycznie, co zrobić z głosami ekspertów, a nawet polityków koalicji 13 grudnia? Zacznijmy od tych drugich. „Nie może być tak, że po poniesieniu tak dużych nakładów na rozwój polskiego rolnictwa i wysiłku w dostosowaniu rolniczej działalności do unijnych norm, teraz nasze rolnictwo miałoby stawić czoła nierównej konkurencji z Państwami Ameryki Południowej. W imieniu Rządu RP apelujemy do Komisji Europejskiej, aby umowie UE-Mercosur nadać właściwe proporcje, jeśli chodzi o ochronę interesów wszystkich stron” – mówił pod koniec 2024 roku ludowiec Krzysztof Paszyk. Konrad Popławski, ekspert OSW w rozmowie z portalem Biznes Alert, tak opisuje sens szykowanego porozumienia:
„Umowa z blokiem Mercosur, to efekt kurczowego trzymania się przez Niemcy prowadzonej od dekad polityki, która nie działa. Jest ona w krótkim okresie korzystna dla niektórych niemieckich firm, ale szkodliwa dla całej Wspólnoty. Niemcy, które mają olbrzymie problemy gospodarcze, ale wciąż sterują procesami biurokratycznymi w Brukseli, lewarują swoją pozycję w stosunkach z państwami trzecimi dostępem do unijnego rynku. To nie koniec uwag Popłąwskiego. „W imię wsparcia kilku niemieckich koncernów ryzykuje się zniszczenie europejskiego rolnictwa. A bez niego nie ma bezpieczeństwa żywnościowego” – konkluduje, obawiając się napięć, które wręcz rozsadzą Unię.
Czy więc nasi politycy na pewno wiedzą, pod czym chcą się wkrótce podpisać dla chwilowej korzyści Berlina?