I dlatego cieszę się z pytań, jakie postawił mi w tekście w „Gościu Niedzielnym” Marek Jurek, odpowiadając na moją propozycję poważnej korekty pewnych założeń myślenia konserwatywnego. Istotą zarzutów Marka jest niewłaściwe odczytanie przeze mnie natury putinizmu. Jego zdaniem jest to po prostu kontynuacja w nowej formie marksizmu.
Ideologia ta jest zatem „neosowiecka i postkomunistyczna”. Z taką diagnozą – dostrzegając i neosowietyzm, i postkomunizm, a nawet elementy marksizmu w ideologii Putina – zgodzić się nie mogę. Uważna analiza tej ideologii ujawnia w niej także idee słowianofilskie, głęboko ukorzenioną w rosyjskie prawosławie niechęć do Zachodu (przy jednoczesnym przejmowaniu wielu ze scholastycznych elementów), idee Trzeciego Rzymu czy Świętej Rusi. „Russkij mir” jest owszem, wykorzystywany przez ideologię postsowiecką, ale jest także głęboko zakorzeniony w to myślenie. Co z tego wynika? Otóż niezależnie od stylu życia kremlowskich elit tyle, że w pewnych swoich elementach ideologia putinowska jest konserwatywna, narodowa, a nawet – choć w znaczącym stopniu nie przekłada się to na żywą wiarę – religijna. Elementy takiego konserwatyzmu, takiego nacjonalizmu i ideologicznej religijności dostrzec można także w odmiennych nurtach zachodnich czy środkowoeuropejskich konserwatyzmów i zdecydowanie oczyścić je z tego, co trąci nowym nacjonalbolszewizmem czy po prostu putinizmem. I właśnie to prowadzi do wniosku o nowych sojuszach i rewizji starych, a także uświadamia, że liberalna demokracja jest nie tylko naturalnym sojusznikiem w walce z putinizmem, lecz także do pewnego stopnia naturalnym środowiskiem, w jakim funkcjonujemy i jakiego chcemy bronić.