Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard  Czarnecki
06.02.2023 16:00

Prezydent Tadżykistanu już nie nazywa się Rachmonow

Po 24 lutego 2022 r. zaczęło się nowe globalne rozdanie geopolityczne. Częścią tych zmian są też ruchy „tektoniczne” w Azji Środkowej, a więc w tradycyjnym obszarze wpływów najpierw caratu, czyli Białej Rosji, później Związku Sowieckiego, czyli Czerwonej Rosji – żeby użyć definicji historyka Jana Kucharzewskiego – wreszcie Rosji Putina.

Zmiany te mogłem obserwować w czasie 22 wizyt w sześciu krajach tego regionu w ciągu trzech dekad. Także podczas ostatniego pobytu w Uzbekistanie i Tadżykistanie. Przeważnie nie są to zmiany spektakularne, często są wynikiem wieloletnich procesów. Są jednak coraz bardziej widoczne. Dotyczą choćby coraz mniejszej znajomości języka rosyjskiego u ludzi młodych, a przecież przez sto kilkadziesiąt lat w Azji Centralnej była to „lingua franca”, ale też wyznacznik przynależności do elity.

Stopniowo coraz silniejsze są też wpływy islamu. W Tadżykistanie słyszałem, jak młodzi ludzie rozpoczynają rozmowy od pozdrowienia „salam alejkum”. Oczywiście przykład Ramzana Kadyrowa pokazuje, że można mocno podkreślać swoją muzułmańską identyfikację religijną, a jednocześnie wspierać ideę imperialnej Rosji. W wymiarze społecznym, cywilizacyjnym większa rola islamu oznacza jednak „otwarcie drzwi” na Turcję w przypadku państw Azji postsowieckiej (Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan, Kirgistan) czy na kraje arabskie, przede wszystkim Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Iran (Tadżykistan).

Wojna – czuć ich strach i bezradność

Tadżycy, z którymi rozmawiałem, dobrze sytuowani, w przeszłości związani z władzą, mówią, że wojna w Europie Wschodniej powinna się jak najszybciej skończyć i że nikomu ona nie służy. Dopiero po chwili dociera do mnie, że mobilizacji podlegali lub podlegają Tadżycy mieszkający w Rosji, mający często podwójne obywatelstwo (Federacji Rosyjskiej i Tadżykistanu). Bywa, że są to ich własne wnuki, wnuki członków rodziny lub sąsiadów. Czuć ich strach i bezradność, ale też ostrożność – wolą nie oskarżać o to ani Putina, ani Kijowa.

O Polsce mówi się tu z szacunkiem i uznaniem. W każdym z krajów Azji Centralnej jest sporo osób polskiego pochodzenia, często potomków tych wywiezionych tu w latach 30., gdy pod pretekstem walki z polską „Dwójką”, czyli naszym wywiadem penetrującym szeregi partii komunistycznej w Ukraińskiej i Białoruskiej Republice Sowieckiej, zabito lub wywieziono około 1,5 mln (!) naszych rodaków z dawnych Kresów Wschodnich RP. To potomkowie Polaków, do których Rzeczpospolita nie wróciła po nieszczęsnym traktacie ryskim. Sam pamiętam ogromną liczbę polskich nazwisk w spisach wyborców podczas wyborów w stolicy Uzbekistanu Taszkiencie, gdzie byłem oficjalnym obserwatorem z ramienia Parlamentu Europejskiego.

W uwiecznionej przez Ksawerego Pruszyńskiego Samarkandzie nie ma już trębacza – postaci z legendy łączącej Rzeczpospolitą z tym terytorium na końcu świata. Kontrola paszportowa na lotnisku, trzeba przyznać bardzo czystym, jest powierzchowna. W mieście jest niemało hoteli na różną kieszeń. O postępującej islamizacji świadczy to, że bardzo wiele kobiet – tak jak w sąsiednim Tadżykistanie – chodzi w chustach. A w centrum i na przedmieściach co rusz spotykam „halal markety” oferujące jedzenie na islamską modłę.

Odcinanie pępowiny z Moskwą

Mijam hotel Ulukbeg. Kieruję się na granicę uzbecko-tadżycką, położoną niedaleko Samarkandy. Przede mną cztery godziny jazdy samochodem do Duszanbe. Z okna samochodu widzę wiele zadbanych domów. Jest schludnie i czysto, ale droga kontrastuje z otoczeniem: potwornie na niej trzęsie. Przy samym wyjeździe z Samarkandy droga jest tak szeroka, że może spokojnie pomieścić trzy pasy w każdą stronę, tyle że… nie są one oznakowane. Nieznający języków Polak w Tadżykistanie nie zginie: widzę neony z napisami jakby żywcem wyjętymi z Polski: „reklama” i „mebel”.

Jedziemy przez góry słynną Silk Road, a więc historycznym Jedwabnym Szlakiem, który teraz ma znowu zyskać na znaczeniu. Zanim jednak w wąwozie zamkniętym z obu stron przez wysokie góry stanąłem oko w oko z zapierającym dech krajobrazem, przejechaliśmy przez granicę państwową Uzbekistanu i Tadżykistanu.

Jeszcze niedawno stosunki między tymi państwami o różnej, bo turecko-perskiej tradycji były napięte. Zmiana na stanowisku prezydenta w Taszkiencie, gdzie rządzącego przez 27 lat Isloma Karimowa (w latach 1989–1991 I sekretarz KC Komunistycznej Partii Uzbeckiej SRR; 1990–1999 – prezydent Uzbeckiej SRR; 1991–2016 – prezydent Uzbekistanu) zastąpił Szawkat Mirzijojew, pozwoliła na normalizację stosunków z Duszanbe, w którym od 31 lat (1992–1994 tymczasowa głowa państwa; od 1994 prezydent Tadżykistanu) rządzi prezydent Emomali Rahmon.

To też przykład odcinania kulturowej pępowiny łączącej azjatyckie, muzułmańskie narody z Rosją. Prezydent nazywał się kiedyś Rachmonow, a potem w ramach tadżykizacji nazwisk i powrotu do źródeł „unarodowił” nazwisko na Rahmon. Wywodzący się z KPZR aparatczyk potrafił wyczuć, w jakim kierunku wieją polityczne wiatry, dlatego też jeśli ostatnio pozwolił sobie na publiczne zbesztanie Putina, to pewnie nie wierzy, że Rosja może się wzmacniać, wręcz przeciwnie.

Poznałem go w zeszłej dekadzie, gdy przyjął oficjalną delegację europarlamentu. Ożywił się natychmiast, gdy usłyszał, że jestem z Polski, i wyraźnie wolał od tego momentu rozmawiać z Polakiem, przedstawicielem kraju mającego choć w części podobne doświadczenia historyczne, niż z europosłami Europy Zachodniej.

Na granicy: podróż do komunizmu...

Granica między państwem Uzbeków a Tadżyków wprost przypomina czasy głębokiego komunizmu. Muszę wysiąść z samochodu i pokonać kilkadziesiąt metrów na piechotę, aby poddać się, jeszcze po stronie uzbeckiej, trzem kontrolom: dwóm paszportowym i jednej bagażowej. Pogranicznicy są mili i ciepło reagują na polski paszport.

Skontrolowany i prześwietlony wychodzę na pas ziemi niczyjej niczym z filmów o przekazywaniu sobie przez dwa mocarstwa więźniów (zakładników). Po stu kilkudziesięciu metrach dochodzę do punktu granicznego po stronie Tadżykistanu. Znowu dwie kontrole, a następnie ze 20 minut czekania, aż służby obu państw sprawdzą samochód, którym jechałem, i mojego kierowcę. Czas oczekiwania umilam sobie oglądaniem fotografii obu prezydentów. Tadżyk jest wyraźnie wyższy i roślejszy od Uzbeka. Jest też bardziej eksponowany. W zasadzie nie ma tu zdjęć, na których by nie był.

Później dopiero usłyszę od przyjaciół, że uratował mnie paszport dyplomatyczny. Opowiadają mi o człowieku, który mając ważną wizę, chciał przekroczyć samochodem granicę między Uzbekistanem a Kazachstanem. Stał blisko 10 godzin, a i tak uratowała go dopiero interwencja polskiej ambasady w Astanie – bez niej granicy by nie przekroczył. Tego nie czują politycy, biznesmeni, turyści lądujący na lotniskach w Azji Środkowej, gdzie przejście kontroli paszportowej jest formalnością (jeśli spełnia się wszelkie wymogi).

Jedwabny Szlak, pionowe ściany gór – ludzie i samochody są maleńkie w tym wąwozie. Przejazd tędy to czas pokory człowieka wobec przyrody.

Jednak czas pokory wobec Rosji kończy się tutaj chyba definitywnie.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE