Oprócz nich oczywiście największe media światowe, w tym francuskie „Le Figaro”, które zamieściło artykuł Jarosława Kaczyńskiego. Generalnie były to relacje obiektywne, a komentarze odnoszące się do bieżącej polityki pojawiły się głównie w Niemczech i państwach mających z Polską częste relacje. A obiektywne musiało oznaczać korzystne z polskiego punktu widzenia. Dziennikarz w Indiach np., słysząc o ogromnej sumie od Niemiec, dziwił się, a potem „googlał”, by sprawdzić, za co to. I pojawiała mu się informacja: 6 mln ofiar. No, jednak dużo. Doczytał jeszcze, kto na kogo napadł, wyskoczyło mu coś jeszcze o Polakach w Indiach, bo jest sporo takich publikacji. I pisał, jak było. Jaki z tego wniosek? Warto wypowiadać swoje racje, tym bardziej, jeśli są słuszne i zrozumiałe. Rzecz jasna w nienormalnej III RP, powstałej po 1989 r., z antypolskim monopolem medialnym, trwałaby już histeria, że w Niemczech o nas źle napisali, i sterroryzowano by rząd, by się zamknął. A teraz tak się nie da. Polskość to normalność.