Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
14.04.2026 13:01

Potyczki Trumpa z „papierowym tygrysem”. Więcej wojsk USA w Polsce?

Wizyta sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego w Ameryce zeszła na drugi plan wobec zapowiedzi zawieszenia broni w wojnie z Iranem. Miała ona jednak ogromny ciężar gatunkowy, bo niejasna przyszłość sojuszu zdecydowanie przebiła się w USA – co było do tej pory rzadkością – do głównego dyskursu politycznego. Tymczasem w amerykańskiej prasie pojawiają się głosy wskazujące, że na zamieszaniu wokół NATO paradoksalnie może skorzystać wschodnia flanka, w tym Polska.

Analityk Hoover Institution Victor Davis Hanson ocenił niedawno, że Stany Zjednoczone nie mogą dłużej samotnie dźwigać ciężaru NATO i muszą poważnie przemyśleć swoje podejście do sojuszu. Ostrzegł jednocześnie, że obecna struktura paktu i słabości Europy wymagają przyjęcia nowej strategii. – Sądzę, że będziemy musieli albo na nowo zdefiniować nasze relacje z NATO, albo zacząć przyglądać się poszczególnym sojusznikom z NATO i relacjom dwustronnym. Uważam też, że odzwierciedla to głębsze problemy: kwestię otwartych granic, licznych i niezasymilowanych populacji islamskich, ograniczania wolności słowa czy wreszcie bezpłodności i demografii – wyjaśnił. 
To nie jest odosobniony głos. Przez dziesięciolecia uważano, że skoro sojusz istnieje, to niech trwa i lepiej głębiej nie sięgać. Temat, głównie ze względu na ogromne koszty ponoszone przez USA, z tygodnia na tydzień wzbudza coraz więcej emocji. I są ku temu powody.

Ostra krytyka NATO

Od początku wojny z Iranem Donald Trump zdecydowanie zaostrzył retorykę wobec NATO i zdążył już nazwać sojusz „papierowym tygrysem”. Prezydent uznał, że zapewnienie bezpieczeństwa w cieśninie Ormuz nie jest zadaniem Ameryki, lecz obowiązkiem państw, których gospodarki uzależnione są od przepływu ropy przez to strategiczne przejście. – Idźcie do tej cieśniny i po prostu ją przejmijcie – oświadczył.

Szczególny gniew prezydenta wywołały działania Hiszpanii i Francji, które ograniczyły lub całkowicie odmówiły amerykańskim wojskom możliwości korzystania z ich przestrzeni powietrznej oraz wspólnych baz w ramach operacji związanych z Iranem. 

Zaznaczmy wyraźnie: bez względu na ocenę wojny z Iranem Amerykanie nie oczekiwali wojskowego zaangażowania sojuszników, lecz jedynie możliwości korzystania z przestrzeni powietrznej, własnych lub wspólnych baz, pomocy przy odzyskaniu kontroli nad cieśniną Ormuz i ochrony globalnych szlaków żeglugowych. To ostatnie powinno leżeć w interesie europejskich sojuszników, bo to Europa, a nie USA, korzysta z ropy i gazu z tego regionu.

Po spotkaniu w Białym Domu z Markiem Ruttem Trump ponownie ostro skrytykował NATO, określając je mianem sojuszu niewiarygodnego. „Nie było NATO, kiedy ich potrzebowaliśmy, i nie będzie ich, jeśli znów będziemy ich potrzebować. Pamiętajcie o Grenlandii – tym wielkim, źle zarządzanym kawałku lodu!” – napisał w serwisie Truth Social. Uwagi te uwypuklają utrzymujące się podziały między Waszyngtonem a partnerami z NATO w czasie, gdy sojusz musi mierzyć się z podwyższonymi napięciami geopolitycznymi i pytaniami dotyczącymi jego roli w obliczu konfliktów. Wizyta Ruttego była postrzegana jako próba wzmocnienia roli paktu i załagodzenia napięć w momencie, gdy Trump nieustannie wywiera presję na państwa członkowskie w kwestii podziału obciążeń i zobowiązań wojskowych. 

Sytuacja się zmienia?

Spotkanie za zamkniętymi drzwiami Ruttego z Trumpem w Białym Domu trwało około dwóch godzin. Obaj – co ważne – bardzo się lubią. Zasadniczo sekretarz generalny NATO w dużej mierze popierał działania USA i Izraela w konflikcie z Iranem. W styczniu zaś podczas szczytu w Davos skutecznie załagodził kryzys wokół Grenlandii. Poważnych problemów i zapalników jednak nie ubywa.

Na początku kwietnia sekretarz stanu Marco Rubio oświadczył, że po zakończeniu konfliktu z Iranem Amerykanie ponownie przeanalizują swoje relacje z NATO. – Uważam, że będziemy musieli ponownie rozważyć, czy ten sojusz, który przez pewien czas dobrze służył naszemu krajowi, nadal spełnia swoje zadanie, czy też stał się obecnie ulicą jednokierunkową: sytuacją, w której Ameryka jest po prostu zobowiązana do obrony Europy, lecz gdy to my potrzebujemy pomocy naszych sojuszników, ci odmawiają nam prawa do korzystania ze swoich baz i prawa do przelotów nad ich terytorium – ocenił. Rutte, który pojawił się w telewizji CNN, łagodził sytuację i oświadczył, że niektórzy członkowie paktu nie zdali egzaminu podczas wojny w Iranie, ale „zdecydowana większość” państw europejskich wywiązała się jednak ze swoich zobowiązań. Szef NATO odniósł się również do wojny podczas wystąpienia w Center for Peace Through Strength przy Instytucie Reagana w Waszyngtonie. – Gdy nadszedł czas na zapewnienie wsparcia logistycznego i innego rodzaju pomocy, której Stany Zjednoczone potrzebowały w związku z sytuacją w Iranie, niektórzy sojusznicy nieco zwlekali – zaznaczył. – Trzeba jednak uczciwie przyznać, że byli nieco zaskoczeni. Aby zachować element zaskoczenia w przypadku pierwszych uderzeń, prezydent Trump podjął decyzję o nieinformowaniu sojuszników z wyprzedzeniem. I ja to rozumiem – relacjonował. 

W następstwie tej wizyty Rutte miał zawiadomić niektóre stolice, że amerykański prezydent oczekuje w ciągu najbliższych dni konkretnych zobowiązań dotyczących pomocy w zabezpieczeniu cieśniny Ormuz.

Wycofanie wojsk z Europy? Nieoficjalnie: Polska by zyskała

Jak informował niedawno Reuters, powołując się na rozmowę z wysokiej rangi urzędnikiem Białego Domu, Trump omawiał już ze swoimi doradcami możliwość wycofania części wojsk amerykańskich z Europy. Wspomniany urzędnik – który zastrzegł anonimowość, aby móc swobodnie omawiać wewnętrzne narady – oświadczył, że nie podjęto jeszcze żadnej decyzji, a Biały Dom nie wydał Pentagonowi polecenia opracowania konkretnych planów redukcji liczebności wojsk na kontynencie. 

W podobnym tonie pisał również „Wall Street Journal”. Amerykański prezydent ma podobno rozważać plany „ukarania” państw NATO za to, że nie stanęły u boku Ameryki podczas operacji wojskowej. Zdaniem dziennikarzy gazety Biały Dom analizuje różne opcje w zakresie restrukturyzacji swojego zaangażowania w NATO, potencjalne relokacje wojska i innych zasobów z określonych krajów. Nowojorski dziennik, powołując się znowu na anonimowych urzędników administracji, sugeruje, że w krajach takich jak Grecja, Litwa, Polska i Rumunia może dojść do zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w rezultacie ich postawy pełnej wsparcia, jaką prezentowały w ciągu ostatniego miesiąca. Równocześnie jako kraje potencjalnie narażone na utratę amerykańskich zasobów wymieniono Niemcy i Hiszpanię. Urzędnicy powiedzieli dziennikowi, że dyskusje mają charakter wstępny, ale odzwierciedlają rosnącą frustrację w Białym Domu z powodu głównych członków NATO, takich jak Niemcy, Francja, Włochy i Hiszpania.

W 2023 r. Kongres przyjął ustawę uniemożliwiającą prezydentowi wystąpienie z NATO bez zgody parlamentu. Nie jest jasne, czy administracja Trumpa zakwestionowałaby ustawę zakazującą prezydentowi wyprowadzenia kraju z NATO. W momencie uchwalania tej ustawy jej gorącym orędownikiem był obecny sekretarz stanu w gabinecie Trumpa Marco Rubio, który był wówczas senatorem reprezentującym Florydę. Innymi słowy, aby wycofać USA z NATO, Trump potrzebuje formalnej zgody Kongresu. Istnieją również inne kroki, które może podjąć w celu ograniczenia współpracy. Czy się na nie zdecyduje, przekonamy się niebawem.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej