Wiedzą, że stanowiłoby to dla nich gwóźdź do trumny. Starają się zatem manewrować tak, żeby pogodzić głęboko wżarty w ich polityczną naturę lumpenliberalizm z markowaniem społecznej odpowiedzialności i wrażliwości. Stąd dwie kolejne parodie: z jednej strony PO wymyśla jakieś niesamowite „prospołeczne” pomysły z dopłatami do pensji (kuriozum warte osobnej analizy). Z drugiej, liberalna opozycja chce utrzymać uśmieciowienie i rozdrobnienie polskiej pracy. Samozatrudnienie naprawdę nie jest dobrą metodą na wzmacnianie kapitału i innowacyjności. Co w tym wszystkim jest prawdziwe? Sądzę, że jedynie coraz wyraźniejszy skręt PO w mocne obyczajowe lewo. Tam byli konserwatyści z PO szukają swojej nowej politycznej szansy. Mocno się jednak przeliczą.
Potrójna parodia
Tak najkrócej da się podsumować tzw. program wyborczy Platformy Obywatelskiej. Po pierwsze: parodia programu Prawa i Sprawiedliwości. Po drugie: parodia efektywnego programu społecznego, po trzecie: parodia kapitalistycznego rozwoju. W pierwszej sprawie: widać wyraźnie, że liberałowie bardzo nie chcą wprost podważyć zasad polityki rodzinnej, które ustanowiło PiS.