Zacznę od historii, która miała miejsce 33 lata temu. W Gdańsku, w dzielnicy Zaspa, polski papież Jan Paweł II podczas swojej III pielgrzymki do ojczyzny odwiedził, jakże symbolicznie, Trójmiasto. Był też na Westerplatte, gdzie padły słynne słowa: „Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nie kosztowała”.
Trzech węgierskich przyjaciół z boiska
Wśród setek tysięcy młodych Polaków na Zaspie byłem i ja, wraz z kolegami z wrocławskiego NZS. Mieliśmy oczywiście solidarnościowe i NZS-owskie transparenty. Ale było też sporo cudzoziemców, głównie młodych ludzi, przede wszystkim z krajów demokracji ludowej – czyli po prostu państw tworzących sowiecką zonę – RWPG i Układ Warszawski. Do Gdańska przyjechali jak do oazy wolności.
Niemało było Słowaków, katolików, byli goście z Litwy, w tym Polacy. Byli też Węgrzy. Wśród nich trzy młode małżeństwa. Trzech przyjaciół z żonami. Najstarszy, János, miał 28 lat, o pół roku młodszy był László i najmłodszy z nich – Viktor.
János, syn zastępcy kierownika sklepu w Csornie, był najstarszym z rodzeństwa. Po ukończeniu szkoły średniej w Györze studiował prawo w Budapeszcie. László też był prawnikiem, po tej samej uczelni, tuż przed wizytą w Polsce pracował nawet w Instytucie Nauk Społecznych przy… Komitecie Centralnym Węgierskiej Partii Komunistycznej, ale w partii nigdy nie był. János, gdy przyjechał posłuchać papieża i odetchnąć wolnością, pracował w Instytucie Socjologii Węgierskiej Akademii Nauk.
Najmłodszy z nich, Viktor Mihály, urodził się w Székesfehérvárze. I też skończył prawo na uniwersytecie, wzorem dwóch starszych kolegów. Tuż przed pielgrzymką do naszego kraju napisał pracę magisterską o Polsce, na temat „ruchu społecznego wewnątrz systemu politycznego”, właśnie na przykładzie naszego kraju.
Żagiew wolności, chrześcijańska tradycja
Cała trójka wśród milionowego tłumu słuchała Ojca Świętego, który przyjechał do siebie, czyli do Polski. Chłonęli atmosferę, nie rozumiejąc nawet homilii, bo po polsku znali parę słów i zdani byli tylko na przypadkowe streszczenia po angielsku czy rosyjsku, którymi raczyli ich nieznani Polacy.
To było niemal cztery dekady temu. Obserwacja wolnego polskiego narodu w zniewolonym przez komunizm kraju zrobiła na młodych Węgrach kolosalne wrażenie. Żagiew wolności zawieźli do siebie. Polski Papież i Polacy chłonący jego słowa oraz manifestujący przywiązanie do wolności, niepodległości i tradycji chrześcijańskiej stali się inspiracją, aby podnieść głowę i powiedzieć rodakom o węgierskim dziedzictwie, także przecież zakorzenionym w chrześcijańskich wartościach...
Dlaczego piszę dziś o trójce młodych Węgrów, dla których punktem zwrotnym w ich życiu stało się kilkadziesiąt godzin spędzonych w naszym kraju w 1987 r.? Może dlatego, że János Áder jest od ośmiu lat prezydentem swego kraju, László Kövér od dziesięciu lat jest przewodniczącym jednoizbowego węgierskiego parlamentu, a Viktor Mihály Orbán już czwarty raz jest premierem. Mało kto o tym wie, że przełom w ich myśleniu o życiu, świecie, wolności nastąpił nad polskim morzem.
Niespełna dwa lata po powrocie z Polski na Węgry 26-letni Viktor podczas symbolicznego pogrzebu bohaterów węgierskiego zrywu A.D. 1956 wygłosił w Budapeszcie mowę, w której domagał się wycofania Armii Sowieckiej z jego kraju i przeprowadzenia wolnych wyborów. Był pierwszym, który powiedział o tym głośno. János trzy lata po przyjeździe do Budapesztu został posłem.
W Gdańsku byliśmy w tym samym miejscu i czasie razem i na pewno obaj nie myśleliśmy, że po 22 latach spotkamy się w Parlamencie Europejskim w Brukseli (obecny węgierski prezydent przez trzy lata był europosłem). László też po trzech latach od powrotu z Gdańska został wybrany na posła, a teraz jest nim już ósmy raz. Od trzech i pół dekady obaj są najbliższymi współpracownikami Viktora. Są z nim na dobre (ich partia Fidesz rządzi po raz czwarty; po raz pierwszy w latach 1998–2002, a następnie nieprzerwanie od 2010 r.) i na złe (przez dwie kadencje, w latach 2002–2010, byli w opozycji).
Tarcze strzelnicze dla lewicowo-liberalnego mainstreamu
Dziś bronią razem – choć z oczywistych względów najgłośniejszy jest głos Viktora – idei Węgier osadzonych w tradycji chrześcijańskiej i Europy budowanej na chrześcijańskich dziedzictwie i wartościach. Krytykują Unię Europejską, że od tych wartości odeszła, a także niektóre kraje członkowskie. Wspierają Polskę – kraj, który wywarł decydujący wpływ na ich życie i zaangażowanie publiczne. Możemy na nich liczyć.
Zresztą wiedzą, że jedziemy na jednym wózku, że choć należymy do różnych rodzin politycznych w Europie (my konserwatyści, oni ludowcy), tak naprawdę mamy tych samych wrogów i jesteśmy poddawani tej samej presji. Bo chrześcijańska Polska i chrześcijańskie Węgry są tarczą strzelniczą dla europejskiego lewicowo-liberalno-laickiego mainstreamu.
Oczywiście, dla Ádera, Kövéra i Orbána najważniejszy jest interes ich kraju i narodu. Ale wiedzą też, że strzelają do nas i do nich te same środowiska i te same europejskie (i nie tylko) media.
Gdy ostatnio socjalistyczna wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Katarina Barley, była minister sprawiedliwości z SPD w trzecim gabinecie koalicyjnym Angeli Merkel, powiedziała, że należy „zagłodzić” (sic!) Polskę i Węgry, to eurodeputowani z Fideszu ogłosili oficjalnie, że będą się domagali odwołania towarzyszki Barley. Tak samo jak kiedyś, przed dwoma laty, w Parlamencie Europejskim odwołano… Polaka – wiceprzewodniczącego europarlamentu Ryszarda Czarneckiego.
Wielu Węgrów to ewangelicy, a nie katolicy. Jednak obrona chrześcijańskiego dziedzictwa własnego kraju i Europy łączy ich ściśle z polskimi katolikami. Także wizja zdroworozsądkowej, realistycznej polityki imigracyjnej. Obrona pragmatycznego podejścia do tego wyzwania („pomagajmy naszym sąsiadom z Bliskiego Wschodu i Afryki tam, na miejscu, a nie u siebie w Europie”) ściągnęła na polskie i węgierskie głowy gromy ze strony tych, który chcieliby koszty swoich błędów w tej kwestii przerzucić na nasze kraje, niemające przecież nigdy kolonii, a w związku z tym oczywistych zobowiązań z tym związanych.
Piszę dziś o „trzech przyjaciołach z boiska”, a raczej z gdańskiej Zaspy, żeby pokazać, że polski papież i jego rodacy mogli i mogą inspirować ludzi spoza Polski. Także tych, którzy od lat mają kluczowy wpływ na losy własnego państwa.