Pierwsza bije brawo, gdy mowa jest o polskiej suwerenności, obronie przed nielegalnymi imigrantami czy zakupach uzbrojenia, a najostrzejszym jej hasłem jest wykrzyczane przez zagrożonych zwolnieniami pracowników „Zamknąć Tuska”. Druga to spęd pokręconych typów, którzy delektują się tym, który z nich wulgarniej zbluzga tych, co działają na rzecz suwerenności. Ta pierwsza pokazuje jedność, bo dopuszcza do głosu przedstawicieli nawet najmniejszych koalicyjnych ugrupowań. Tej drugiej przewodzi Miś Przekliniak z serialu „Włatcy Móch”, nadpobudliwy wrzaskun, który pracowników wyzywa od pijaków, a przedstawicieli mniejszych ugrupowań nie dopuszcza do głosu, by odebrać im elektorat. Uważam, że mimo że te wystąpienia przykryła trochę akcja Prigożyna, to Bogatynia może być w tej kampanii przełomem. O ile PiS znajdzie pomysł, jak kontynuować tę formułę.
Polska suwerenna kontra Miś Przekliniak
W sobotę zobaczyliśmy dwie Polski. Pierwsza upomina się o pracowników, polski przemysł i dobrze czuje się wśród zwykłych ludzi, z którymi jej lider ma nić porozumienia. Druga upomina się… właściwie nie wiadomo o co, bo słychać tylko, że chce „j…ć PiS” i walczyć ze zmyśloną dyktaturą, która pozwala jej demonstrować i mieć przewagę w mediach.