Skandynawowie doszli bowiem do wniosku, że przy ogólnokrajowym pogłowiu 460 wilków mają ich już wystarczającą liczbę, by móc ogłosić odstrzał 75 osobników. W Polsce, kraju o jedną czwartą mniejszym niż Szwecja, a także niemal czterokrotnie bardziej ludnym, wilków jest oficjalnie blisko 1900 (nieoficjalnie ponad 3 tys.) i nikt na razie o odstrzale nie myśli. Takiego stanu rzeczy bronią aktywiści ekologiczni wspierani przez opozycję. Problem jest jednak taki, że UE – z Niemcami na czele – tych zwierząt chce się pozbyć. Dlatego też m.in. europarlament przyjął – miażdżącą większością głosów – rezolucję wzywającą do obniżenia statusu ochrony wilków. Co ciekawe, inicjatywę w PE podjęli politycy Europejskiej Partii Ludowej, czyli formacji, w której działają politycy PO i PSL. Warto ten problem śledzić, bo to nadal walka rozumu z doktrynalnym podchodzeniem do przyrody. Dyskusja przyprawiona sosem hipokryzji.
Polowanie na wilki
Szwecja to jeden z ekologicznych rajów. Kraj Grety Thunberg jest często stawiany za wzór tego, jak powinniśmy się zachowywać w niemal każdej dziedzinie, a szczególnie w kwestii ochrony przyrody. Dlatego z uwagą obserwuję dyskusję pomiędzy rządem Szwecji a Parlamentem Europejskim w sprawie wilków.