Po przegranych wyborach prezydenckich najtęższe mózgi w rządzie Tuska myślały, myślały, aż wymyśliły. Pot im spływał po skroni, bo poprawienie wizerunku rządu po tym, jak urosła mu opozycja zarówno na prawicy, jak i na lewicy wydawało się niewykonalne. Ale może jakaś znacząca odmiana wizerunkowa, pozyskanie niezużytej, nietuzinkowej, oryginalnej postaci, odległej od wizerunku aparatczyka PO by pomogło?
Głowili się i wymyślili… Adama Szłapkę jako rzecznika! Ponoć na liście „niezużytych” drugi był Nitras, trzeci Szczerba, a czwarty Joński. Co przypomina ten genialny ruch, by twarzą rządu uczynić autora niezauważalnej polskiej prezydencji w UE i specjalistę od „j…ć PiS”? Kompletną jałowość schyłkowych rządów Ewy Kopacz, po których mógł być tylko upadek.