Profesjonalista zajmujący się opieką społeczną od razu powie, że wręczanie pieniędzy w odruchu serca nie ma większego sensu. Nie mobilizuje człowieka do prób rozwiązania problemu, ale umacnia go w patologicznym układzie. Jest oczywiste, że w odruchu serca ludzie chcą przyjmować głodnych i zziębniętych migrantów. To zachowanie zgodne z naszą etyką i wychowaniem. Problem jest jednak taki, że myślenie to stanowi pułapkę. Nasz gest sprawi, że kolejne tysiące będą wyruszały w niebezpieczną podróż. Do tego proceder mogą wykorzystać grupy przestępcze i terrorystyczne. Finalnie więc chcąc pomagać i czynić dobro, zrobimy więcej złego. Na razie nie ma systemowego planu rozwiązania tej sytuacji. Pozostaje nam więc jedynie starać się pokazywać, że nie będziemy kierować się emocjami, a chcącym skorzystać z polskiej ścieżki, że koszty mogą być ogromne. Wszystko inne jest wpisywaniem się w białorusko-rosyjskie scenariusze, w których w oczywisty sposób nie chodzi o poprawę czyjegokolwiek losu.
Po pierwsze nie szkodzić
Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej poza oczywistymi politycznymi konsekwencjami budzi także pytania moralne. Ten sam dylemat budzi się w człowieku, kiedy widzi osoby zbierające pieniądze pod sklepami.