Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin  Herman
26.07.2023 12:00

Po co Putinowi kolejna antypolska histeria

Kreml nigdy nie zaprzestał propagandowych ataków na Polskę, ale teraz obserwujemy coś jakościowo innego. Od kilkunastu dni systematycznie budowana jest narracja narastającego polskiego zagrożenia i jednocześnie straszenia Polski i Litwy Grupą Wagnera oraz rosyjską bronią jądrową na Białorusi.

Podczas niedawnego szczytu NATO propagandyści rosyjscy starali się przekonywać swoich odbiorców, że jednym z głównych poruszanych tam tematów jest wprowadzenie wojsk polskich i litewskich na zachodnią Ukrainę. A wszystko dlatego, że według Kremla ukraińska kontrofensywa się załamała (twierdzono tak, zanim jeszcze się zaczęła, więc to nic nowego). W związku z tym Warszawa ma wprowadzić wojska na zachodnią Ukrainę, żeby z kolei wojska ukraińskie mogły ruszyć na wschód i południe. 

Polsko-litewski spisek zdemaskowany

Jednak „eksperci” rosyjscy „zdemaskowali” istotę tego manewru. Polska wkroczy bowiem na Ukrainę i nie wycofa swoich wojsk, przyłączając ziemie zachodniej Ukrainy do swego terytorium. W tej konstrukcji Polsce w tych knowaniach towarzyszy Litwa. A to dlatego, że Polska ma bliskie relacje z Litwą, istnieje np. brygada polsko-litewsko-ukraińska utworzona parę lat temu. Według kremlowskich mediów ma ona właśnie wkroczyć na Ukrainę. Być może to jednak Litwa ma być ostatecznym celem jakiejś operacji. O tym jednak dalej.

Do budowania tego obrazu wykorzystano „zachodnich ekspertów”. Konkretnie znanego z prorosyjskości emerytowanego amerykańskiego pułkownika Douglasa McGregora, który pod koniec rządów Donalda Trumpa był krótko doradcą Pentagonu. – Polacy i Litwini omawiają wspólne wkroczenie na zachodnią Ukrainę. A takie są ich argumenty: wejdziemy na zachodnią Ukrainę, stworzymy strefę buforową i… nie boimy się Rosjan – przekonywał on w podcaście na YouTubie. Jednocześnie dodał, że Ukraińcy zostaną zniszczeni podczas kontrataku, a wmieszanie się Polski w konflikt będzie traktowane jako napaść NATO na Rosję.

Z kolei agencja TASS rozmawiała z Endre Simó, prezesem instytucji o nazwie Węgierska Wspólnota Pokoju. Jak zauważył, NATO zamierza „pozwolić Polsce i Bałtom, i być może innym na wysłanie wojsk na Ukrainę”. 

Nie wiadomo, czy ci „eksperci” zdają sobie sprawę, że brzmią jak pudła rezonansowe Kremla, jak element trwającej antypolskiej i antylitewskiej kłamliwej kampanii.

Na Suwałki i Rzeszów

Gdy w związku z pojawieniem się Grupy Wagnera na Białorusi Polska wysłała na granicę dodatkowe siły wojska, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow skomentował: – To budzi niepokój. To rzeczywistość, prawdziwa agresywność Polski, taki wrogi stosunek i do Białorusi, i Federacji Rosyjskiej. Z kolei trochę wcześniej Andriej Kartapołow, emerytowany generał i przewodniczący komisji obrony Dumy Państwowej, powiedział, że Grupa Wagnera ma za zadanie zająć przesmyk suwalski.

Ukraiński wywiad ocenia jednak, że celem wysłania Grupy Wagnera na Białoruś jest drażnienie państw NATO i straszenie eskalacją. Rzeczywiście, na razie nie wygląda to poważnie. Wagnerowcy nie mają ciężkiego sprzętu, a według niektórych doniesień nawet w ogóle nie mają broni. Twierdzą, że szkolą armię Łukaszenki, więc może plan jest taki, żeby to ją przekształcić w analog Grupy Wagnera? 

Eksperci z amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną również uważają, że Grupa Wagnera nie stanowi zagrożenia dla terytorium NATO ani dla Ukrainy, bo nie ma ciężkiego sprzętu. Zastrzegają, że tylko wyposażanie jej w taki sprzęt mogłoby coś poważniejszego zwiastować.

Sprawa wyglądałaby więc na niepoważną, ale pod koniec tygodnia pojawiły się antypolskie wypowiedzi Putina i Łukaszenki, co świadczy o tym, że najwyższy szczebel jest zainteresowany tego rodzaju, na razie propagandową, eskalacją. Putin powiedział podczas transmitowanego na żywo spotkania ze swoją Radą Bezpieczeństwa, że zachodnie granice Polski to prezent od Stalina. Potwierdziło się ostatecznie, że skoro Rosja kwestionuje granice Ukrainy jako „sztuczne”, to wcześniej czy później zacznie także traktować granice Polski jako „sztuczne”.

Symptomatyczne, że z całej narady transmitowano i zamieszczono w internecie zapis właśnie tego fragmentu wymiany zdań o Polsce i Litwie między Putinem a szefem wywiadu zagranicznego Rosji Siergiejem Naryszkinem. Putin straszył, że Rosja o „prezencie” od Stalina „przypomni polskim przyjaciołom”. Przy okazji wspomniał, że były to niemieckie ziemie, może starając się uaktywnić sympatyzujące z Moskwą środowiska neonazistowskie w Niemczech. 

Demonstracja siły na użytek wewnętrzny

Jednocześnie wspomniał o „pojawiających się w prasie informacjach o planach stworzenia jakiegoś polsko-litewsko-ukraińskiego związku”. – Chodzi nie o jakieś tam zbiorowisko najemników – jest ich tam dosyć i są niszczeni – ale dosłownie o regularną, skompletowaną, wyposażoną jednostkę wojskową, która ma zostać wykorzystana do działań na terytorium Ukrainy. W tym rzekomo dla zapewnienia bezpieczeństwa współczesnej zachodniej Ukrainie, a właściwie, jeśli nazywać rzeczy po imieniu, dla późniejszej okupacji tych terytoriów. Przecież perspektywa jest jasna: jeśli polskie oddziały wejdą, np. do Lwowa albo na inne terytoria Ukrainy, to tam zostaną. Zostaną na zawsze – powiedział Putin. Równocześnie dodał, że Białoruś to część państwa związkowego i „wywołanie agresji przeciw Białorusi będzie oznaczać agresję przeciwko Federacji Rosyjskiej”.

Następnego dnia Łukaszenka podczas spotkania z Putinem w Petersburgu wyznał, że Grupa Wagnera na Białorusi chce iść na Polskę. – Walczyli pod Bachmutem, wiedzą, skąd pochodzi sprzęt wojskowy. Mają to w sobie: Rzeszów to kłopoty. Oczywiście trzymam ich w centrum Białorusi, tak jak się umawialiśmy. Nie chciałbym ich tam przenosić, bo ich nastroje są złe. I trzeba im przyznać, że wiedzą, co się dzieje wokół państwa związkowego – mówił Łukaszenka w swoim bełkotliwym stylu.
Wszystko to składa się w jedną całość. Podjęta została decyzja o co najmniej propagandowym straszeniu Polski i Litwy. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Putin po „puczu” Prigożyna ma słabszą pozycję, system trzeszczy i może chce pokazać swoim podwładnym oraz poddanym, że jest silny i rzuca wyzwanie całemu NATO. Jednocześnie aresztowany został były separatysta z Donbasu, zbrodniarz wojenny Igor Girkin „Striełkow”, który od miesięcy atakuje Putina, oskarżając go o złe prowadzenie inwazji. To też oznaka, że Putin chce pokazać siłę. Jest to jednak ryzykowne, Girkin bowiem prawdopodobnie ma taki sam stopień w FSB jak Putin – pułkownik. Możliwy jest więc konflikt w łonie służb. Sprawa jest rozwojowa.

Gdy Zachód się waha

Dlatego potrzebna może być Putinowi eskalacja nie tyle wobec Ukrainy, ile wobec Zachodu. Wycofanie się z umowy zbożowej Rosji, bombardowanie Odessy to wyzwanie jednocześnie wobec Turcji (jest w NATO, ale prowadzi własną politykę) i prezydenta Erdoğana, który przecież osobiście gwarantował dostawy zboża ukraińskiego na Bliski Wschód i do Afryki. Ukraińska kontrofensywa idzie naprzód, więc lepiej odwrócić uwagę.

Przy czym niektórzy eksperci, jak np. były ambasador RP w Moskwie prof. Włodzimierz Marciniak czy były doradca prezydenta Ukrainy Ołeksij Arestowycz, nie wykluczają, że w pewnym momencie Moskwa może wysłać do jakiegoś ataku hybrydowego wagnerowców. Arestowycz nie sądzi, że na przesmyk suwalski, bo jest dobrze zabezpieczony, lecz na Litwę, gdzie jest mniej wojsk NATO. Niewykluczony jest także atak hybrydowy poprzez wywołanie kryzysu migracyjnego, takiego jak jesienią 2021 r. Marciniak z kolei w rozmowie z Polsatem News wskazał, że Moskwa mogła poczuć się ośmielona szczytem NATO w Wilnie, na którym nie podjęto decyzji o zaproszeniu Ukrainy do NATO, co Kreml mógł odczytać jako przejaw słabości, zawahania. I tym bardziej testuje.

Czy stoi za tym jakiś głębszy, przenikliwy plan, planowanie kilka kroków naprzód? Wątpliwe. Raczej jest to na zasadzie – coś trzeba robić. A nuż prowokacje wobec NATO przyniosą skutek i Zachód, a nawet Turcja jakoś zmiękną. Piłka jest więc po naszej stronie. Polska i Litwa robią ze swojej strony, co trzeba, ale wiadomo, że w NATO najwięcej mogą inni sojusznicy, zwłaszcza USA. Tylko ich niezdecydowanie może dać tlen tonącemu Putinowi. Swoją drogą, po raz kolejny potwierdza się, że do eskalacji ze strony Rosji prowadzi wszelkie zawahanie, a nie stanowczość wobec niej i dostarczanie Ukrainie wszystkiego, czego potrzebuje.


Autor jest dziennikarzem TV Biełsat

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE