Równocześnie Kreml szuka nowych sposobów, kogo by tu jeszcze ubrać w kamasze i wysłać na front. I o ile rozpoczęta w tym tygodniu rekrutacja rosyjskich kobiet do armii nie powinna dziwić, bo o takim scenariuszu mówiło się już dawno, o tyle pomysł, który przyleciał z dalekiej Syberii od jednego z członków Putinowskiej partii Jedna Rosja, można uznać za co najmniej ciekawy. Otóż przewodniczący jednego z regionalnych parlamentów zasugerował, by na wojnę wysyłać… pacjentów izb wytrzeźwień. Władze argumentują, że „goście” wytrzeźwiałek to w większości bezrobotni. A jak nie mają co robić, to piją. A gdyby mieli, toby nie pili, tylko bronili kraju. Pobożne to życzenia, zważywszy na skalę pijaństwa wśród rosyjskich żołdaków na froncie, którzy, nabzdryngoleni, potrafią strzelać sami do siebie, odwalając robotę za ukraińskich żołnierzy. A może właśnie o to chodzi? Rosyjska armia i tak ucieszy się z nowych rekrutów, a lokalne izby odetchną, bo nie będą użerały się ze stałymi bywalcami tego miejsca.
Pijacy, na front!
Rosja intensyfikuje swoją obecność na Ukrainie. Przerzuca dodatkowe oddziały zwłaszcza w okolice Awdijiwki, szturmując to miasto. Zdaniem Kijowa ogólna koncentracja wojsk agresora na terytorium kraju to obecnie ponad 400 tys. żołnierzy.