Jako człowiek sportu dodam – trzeba słuchać kapitana. Najgorszy kryzys po prawej stronie sceny politycznej od powstania obozu Zjednoczonej Prawicy mamy raczej za sobą. Po siedmiu kolejnych zwycięstwach niektórzy z nas chyba zapomnieli o przeciwnikach i zajęli się bezsensownymi walkami wewnętrznymi, chorą rywalizacją, zaciekłym poszerzaniem „stref wpływów”. Prezes Jarosław Kaczyński musiał uderzyć pięścią w stół. Przesilenie było konieczne. U koalicjantów zwycięża ostatecznie instynkt samozachowawczy. Jest to zgodne z wolą wyborców, którzy braku jedności z pewnością nam nie wybaczą. Nie wieszczę bynajmniej teraz świetlanej przyszłości. Nie w tym rzecz. Jestem jednak przekonany, że po tym politycznym wstrząśnieniu w wykonaniu prezesa PiS będzie teraz przestrzeń dla współpracy bardziej efektywnej, zgodnej, bez wywlekania sporów na zewnątrz. Czas skupić się na dobrym rządzeniu w interesie Polski i Polaków. Od tego zależy, czy wygramy po raz ósmy.
Pięść prezesa Kaczyńskiego
Zgoda buduje, niezgoda rujnuje – to przysłowie powinno być drogowskazem dla polityków obozu patriotycznego, ale także powinniśmy sobie powiesić nad łóżkiem kartkę z napisem: „Polityka to gra drużynowa, gra się zespołowo, ale też na lidera”.