Z nieoficjalnych doniesień wynika, że Ukraińcy przyspieszyli na kilku kierunkach, zwłaszcza w okolicach Bachmutu, wschodniej części obwodu zaporoskiego. Pojawiły się nawet doniesienia o przeprawieniu się wojsk ukraińskich w jednym punkcie przez Dniepr, w obwodzie chersońskim. Ukraińcy mieli wykorzystać to, że po zniszczeniu przez rosyjskich terrorystów zapory w Nowej Kachowce i upałach poziom Dniepru znacznie się obniżył.
Informacyjny zamęt
„The Washington Post”, powołując się na anonimowe źródła w dyplomacji, pisze, że zachodni partnerzy Ukrainy uważają, że kontrofensywa idzie zbyt wolno, i namawiać będą Ukrainę do rozmów pokojowych. Ich zdaniem w takim tempie Ukraina wyzwoli okupowane terytoria za 16 lat. To kolejna z wielu takich anonimowych „wrzutek” w zachodniej prasie w ostatnich miesiącach – niedawno również anonimowi dyplomaci twierdzili, że USA rozważają dla Ukrainy „wariant koreański”, czyli podział Ukrainy wzdłuż linii demarkacyjnej.
Wygląda to jak efekt lobbingu jakiejś grupy w administracji USA czy krajów sojuszniczych. Bo tam, gdzie są podejmowane decyzje, trendy są odwrotne. Grupa G7 na niedawnym szczycie w Japonii zapowiedziała jeszcze większe wsparcie Ukrainy, w tym F-16 i inne zachodnie samoloty, i podkreśliła, że podstawą rozmów pokojowych jest plan prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Jego pierwszy punkt to wycofanie wszystkich putinowskich wojsk z całej Ukrainy. Zresztą postępy ukraińskiej kontrofensywy widzi też brytyjski wywiad w codziennym aktualizowanym raporcie, a także amerykański Instytut Studiów nad Wojną. Ich zdaniem Ukraina wciąż bada i przygotowuje pole bitwy, a główne rezerwy nie zostały jeszcze do niej skierowane.
Wieści, które „zadowolą wszystkich”?
Ponadto, pojawiły się przecieki, że Dania, opierając się na formule pokoju Zełenskiego, prowadzi negocjacje i działania zmierzające do pokoju, ale właśnie na ukraińskich warunkach. Ma skłaniać do tego nawet kraje grupy BRICS uważane za bliskie Rosji (RPA, Brazylia, Chiny, Indie). Nie jest chyba zbiegiem okoliczności, że były szef NATO, duński polityk Anders Fogh Rasmussen lobbuje na rzecz jak największego wsparcia Ukrainy na najbliższym szczycie NATO w Wilnie. Proponuje, że skoro teraz Ukraina nie wejdzie do NATO, to trzeba dać jej gwarancje stałego strukturalnego wsparcia wojskowego na takiej zasadzie jak USA i sojusznicy wspierają Izrael.
Tymczasem rewelacjom „The Washington Post” pośrednio zaprzeczył minister obrony Wielkiej Brytanii Ben Wallace. Powiedział w parlamencie, że od początku czerwca armia ukraińska już wyzwoliła 300 km kw. terytoriów, więcej niż Rosja zajęła od jesieni, gdy straciła dziesiątki tysięcy żołnierzy i najemników z Grupy Wagnera. Londyn wyraził też zadowolenie z tego, jak Ukraina używa pocisków dalekiego zasięgu Storm Shadow. Twierdzi, że działają bezbłędnie i zmieniają znacząco sytuację na froncie.
Z kolei Natalia Humeniuk, rzeczniczka południowego zgrupowania wojsk ukraińskich, zapowiedziała, że wkrótce przekazane zostaną dobre wiadomości dotyczące tamtego odcinka frontu, które „zadowolą wszystkich”. Ponieważ strona ukraińska skąpo dozuje informacje, tak zdecydowane oświadczenie to coś, na co też warto zwrócić uwagę.
Mogłoby być lepiej
Perspektywy ukraińskiej kontrofensywy wydają się interesujące także w kontekście chaosu w Rosji i słabnięcia pozycji Putina. Chyba tylko ślepi na rzeczywistość nie widzą, że ten system się sypie, a dyktator wygląda coraz gorzej. Natomiast niezależnie od tego rację ma Kijów, który wskazuje, że kontrofensywa byłaby szybsza i mniej byłoby strat ukraińskich, gdyby Zachód dostarczył więcej broni.
Ukraińcy twierdzą, że są w ten sposób zmuszani do prowadzenia kontrofensywy w sposób, w jaki nigdy nie prowadziłyby jej armie NATO, które zawsze zaczynają od zmasowanych uderzeń lotniczych. Co prawda, Ukraina też używa lotnictwa i niszczy infrastrukturę wroga za linią frontu za pomocą artylerii, ale nie jest to taka skala, która byłaby potrzebna, by móc maksymalnie ograniczyć straty wśród żołnierzy i szybciej rozprawić się z okupantami.
Zapewne z tego powodu pesymistą jest były doradca ekonomiczny Putina, a od lat mieszkający w USA jeden z jego największych krytyków Andriej Iłłarionow. Jego zdaniem przez niezdecydowanie Zachodu Rosja jest w stanie obchodzić sankcje i może prowadzić bezsensowną wojnę jeszcze długo, a jeżeli Zachód nie zmieni polityki na bardziej stanowczą, to „wojna może trwać wiecznie”.
Możliwy nagły koniec
Ivo Juurve, ekspert z estońskiego Międzynarodowego Centrum Obrony i Bezpieczeństwa, uważa, że wojna może skończyć się zaskakująco szybko. Podkreśla, że ukraiński wywiad i jego sojusznicy lepiej rozumieją to, co robi rosyjska armia, niż sami Rosjanie, bo mają przewagę wywiadowczą. – Francuski pisarz i lotnik wojskowy Antoine de Saint-Exupéry powiedział, że dywizja czołgów jest jak woda – delikatnie napiera na szeroki front i przechodzi tam, gdzie opór jest najsłabszy. To obserwujemy teraz na Ukrainie, gdzie żołnierze prą na rosyjskie linie obronne – powiedział Juurvee w rozmowie z estońską telewizją.
Co więcej, jego zdaniem ukraińskie dowództwo ma wiele alternatywnych strategii. Jedyną nadzieję dla Rosjan widzi w tym, że Zachód będzie pomagał Ukrainie do jesieni, a potem zacznie naciskać na negocjacje. – Pamiętamy z I wojny światowej, że zakończenie walk na wyniszczenie może nastąpić bardzo nagle. Zarówno siły niemieckie, jak i austro-węgierskie były w doskonałej kondycji, ale rewolucja w kraju doprowadziła do podpisania rozejmu – powiedział.
Ołeksij Arestowycz, były doradca prezydenta Ukrainy, i lider opinii nie tylko na Ukrainie, były wojskowy, twierdzi jednak, że Ukraina jeśli będzie trzeba, to zrobi kilka kontrofensyw, a Zachód będzie ją wspierać tak długo, jak to będzie konieczne. Wskazuje, że ruszył proces wyposażania Ukrainy w zachodnie myśliwce, a tego Zachód by nie robił, gdyby chciał jakichś ustępstw wobec Rosji. Arestowycz ma „tylko” pretensje, że Zachód działa zbyt wolno. Zastrzega jednak, że wobec sytuacji w Rosji może się okazać, że wszystko skończy się szybko. Jego zdaniem na żywo obserwujemy w Rosji rozpad systemu oraz rozpad osobowości i człowieczeństwa Putina.
Autor jest dziennikarzem TV Biełsat