A Prymas Tysiąclecia głosił wizję narodu jako „rodziny rodzin”. Państwo według niego powinno być polityczną formą tak rozumianego narodu, więc jeżeli nie służy rodzinom, nie jest w praktyce państwem narodu. Z takim podejściem Kościół za prymasa Wyszyńskiego stawał po stronie prostego człowieka, wybijając z ręki oręż ideologiczny komunistom. To zaowocowało Solidarnością, a potem upadkiem komunizmu. Ale przecież historia toczy się dalej. Współcześnie rodzina, a za nią naród, zagrożona jest niemal ze wszystkich stron, i to nie tylko przez szaleństwa politycznej poprawności, lecz nawet przez rozwój technologii. 500+ ani nawet Mieszkanie+ nie rozwiążą wszystkich problemów. Potrzebny jest rodzinom i narodom potężny orędownik na te dziwne i niebezpieczne czasy – i takiego chce nam dać Kościół powszechny.